poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 20 "Czy ty jeszcze mnie kochasz?"

~*~

"Miała ochotę na dziki taniec w deszczu, na włosy przyklejone do twarzy, na wolność, tę w najpełniejszym i najbardziej niebezpiecznym wymiarze.."

~*~
Zapinał mankiety przy garniturze oglądając się w lustrze.
Nie pamiętał już nawet kiedy ostatnio słyszał głos Cinderelli w słuchawce.
Brakowało mu jej i to bardzo, ale nie miał nawet czasu na krótką rozmowę z nią.
Wciąż treningi, mecze, wyjścia z chłopakami.
Po prostu to wszystko już go przerastało.
Gdyby była teraz w domu nie szedłby sam na bankiet, nie pozwoliłaby mu żeby pojawił się tam bez osoby towarzyszącej, ludzie od razu by gadali.
Poprawił sobie kołnierzyk przy koszuli, gdy za nim pojawiła się szczupła sylwetka.
-Camila co tu robisz? Nawet nie słyszałem jak weszłaś.- uśmiechnął się blado do siostry swojej dziewczyny.
Miał być dla niej miły, więc i taki jest.
Ciężko mu było się przyzwyczaić że. Na pobudkę zamiast swojego aniołka całującego go w policzek, robiła to ona głośno lecącą muzyką.
Lecz z czasem chyba się już do tego przyzwyczaił.
-Gotowy?- zapytała go, spoglądając na lusterko przed nimi.
-Jeszcze krawat, jak sobie z nim poradzę.- piłkarz podrapał  się po głowie zakłopotany.
-Mogę ci pomóc, akurat to umiem.- na jej twarzy pojawił się szeroki zaciesz.
Blondyn jakby chwilowo cofając się w przeszłość, przypomniał sobie jak dwa dni temu chciała zrobić mu kolację, która po piętnastu minutach wylądowała spalona w koszu.
-Dobra, masz ostatnią szansę.- zaśmiał się, wracając do rzeczywistości.
Stali w ciszy, a ta zawiązywała mu na szyi z precyzją tkaninę.
-Jaki elegancki.- zachichotała spuszczając głowę w dół.
-Uważam to za komplement. Co będziesz robić jak mnie nie będzie?- odparł zawstydzony, zmieniając temat.
-Pewnie obejrzę jakiś film i pójdę spać. Standard.- westchnęła ciężko siadając na łóżku.
Reus automatycznie zrobił to co ona.
-Jeżeli to nie na miejscu, to zwróć mi uwagę, ale może poszłabyś ze mną na te imprezę?- powiedział bawiąc się palcami.
-Myślę że moja starsza siostrunia nie miałaby nic przeciwko.- cmoknęła ustami zadowolona.
-Niestety nie mam sukienki, na taką uroczystość.- skrzywiła się.
Piłkarz podniósł się do pionu i przechadzał w te i z powrotem wzdłuż szafy.
Nie wiedział co na to poradzić, aż w końcu go olśniło.
-Założysz to..- przerzucił kilka wieszaków, wyciągając białą sukienkę.
-Ale to jest Cind?- zmieszała się.
-Kupiła ją specjalnie na te okazje, a skoro jej nie ma i tak jej nie włoży.-  zdawało by się że już nic do niej nie czuje i traktuje ją jak to ubranie, oddaje pierwszej lepszej osobie.
Ale tak nie jest, mu brakuje jej ciepła, jej obecności, jej dotyku, jej czułych słów, jej namiętnych pocałunków i szczerych rozmów.
Dlatego też próbuje przez okres w którym jej nie ma, zapełnić sobie pustkę, jaką zostawiła, wyjeżdżając do Barcelony.
-Skoro tak mówisz.- chwyciła materiał idąc z nim do łazienki.
Leżała na niej bardzo dobrze, wręcz idealnie.


~W tym samym czasie..~
~Barcelona..~

-Która to ta książka?- Marc szturchnął za ramię blondynkę.
-Co-o?- oderwała się od telefonu, patrząc co trzyma w rękach.
-Pytam się czy to ta czy może ta?- pokazał jej książkę z twardą i miękką okładką.
-Ta niebieska.- znów wlepiła wzrok w telefon, mrucząc pod nosem dwa słowa.
Chłopak powoli dostawał szału w tym sklepie.
-Halo?! Czy ty kontaktujesz w ogóle!?- wrzasnął na nią poddenerwowany.
-No tak, mówię ci że bierzemy te i wychodzimy!- również podniosła ton swojego głosu.
Wszyscy na nich patrzyli, zaciekawieni rozmową.
-Nie o to mi chodzi, to numer do Marco prawda?- uniósł jedną brew do góry, krzyżując ręce na piersiach.
Nie odpowiedziała pokiwała jedynie twierdząco głową.
-To zadzwoń do niego, a nie patrzysz na te cyferki.- już chciał za nią nacisnąć zieloną słuchawkę, ale szybko zareagowała odchylając rękę w drugą stronę.
-Nie, nie będę się narzucać.- jej oczy momentalnie się zaszkliły, brunet nie mógł na to patrzeć, nie zwracając uwagi na wszystkich dookoła wziął ją w ramiona.
-Dziękuje że jesteś.- wyszeptała żałośnie.
*Nie masz za co dziękować, zawsze będę przy Tobie* przeleciało mu przez myśl, ale odgonił od siebie te słowa i na szczęście nie ujrzały one światła dziennego.
-Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość, jako miś do pocieszenia.- mrugnął do niej okiem i obejmując w talii jej drobne ciało, poszli do kasy.
  -To wszystko?- ekspedientka szeroko się uśmiechnęła do dziewczyny.
-Tak.- odwzajemniła gest, odbierając firmową siatkę.
-Ma pani bardzo troskliwego chłopaka.- wypaliła kobieta za ladą, a blondynkę zamurowało.
-Dziękuje.- ledwo przeszły jej te słowa przez gardło. Musiała skłamać, nie miała ochoty tłumaczyć obcym kim jest dla niej Bartra.
Bo tak prawdę mówiąc, sama nie wiedziała jak traktuje chłopaka.
Był dla niej bliski, ale nie tak jak Dortmundzka "11", raczej jak brat.
-Do widzenia.- odparli jeszcze oboje opuszczając sklep.
Hiszpan wciąż nie spuszczał wzroku z Niemki.
Obserwował ją bacznie, pewnie zaciekawiony czemu tak, a nie inaczej odpowiedziała.
Otworzył jej drzwi do białego Audi uśmiechając się szeroko.
-Oj..Marc Marc..- pokiwała z dezaprobatą głową.
-No co, skoro jesteś moją dziewczyną muszę być kulturalny.- ukazał jeszcze lepiej szereg śnieżnobiałych ząbków.
-Hahaha.. dobra w takim razie jutro robisz nam porządne śniadanie.- zaśmiała się głośno, na co on zareagował tak samo.
Przebiegł przed maską samochodu i już po chwili siedział na miejscu kierowcy.
-Brakuje ci go?- wycedził włączając silnik od swojego samochodu.
-Tak i to coraz częściej odkąd się nie odzywa, całej tej rąbniętej rodziny mi brakuje, mieli tyle w sobie pozytywnej energii.- przypomniała sobie chwile w Niemczech, w której poznała Marco i złamała przez niego nogę.
Niby tak dużo czasu minęło od tego zdarzenia, a ona nadal pamięta i chyba nawet nie ma ochoty zapomnieć.
-A my jej w sobie nie mamy.- zabrał głos brunet, udając minę zbitego psa.
-Macie, macie, ale to chodzi o to że ich znam dłużej i bardziej zdążyłam się do nich przyzwyczaić.- ciężko westchnęła, łapiąc go za kolano.
-Rozumiem.- dał jej przelotnego buziaka w policzek.
   Po trzydziestu  minutach byli na miejscu. Drzwi były otwarte, a z domu dobiegała głośna muzyka.
Powoli weszli do środka, a to co zobaczyli przeraziło Cinderelle.
-To są wszyscy?- zmierzyła wzrokiem piłkarza patrząc na masę ludzi rozprzestrzenionych po całej posiadłości.
-A i owszem, pamiętaj że sama chciałaś tu przyjechać.- pogroził jej palcem.
-Okey, okey..- podniosła ręce do góry w geście obrony i zaczęła szukać wzrokiem Isabel i Antonelli z którymi najbardziej się za kumplowała.
Piłkarz natomiast ruszył w kierunku swoich przyjaciół.
-Iza..!- zawyła idąc do kuchni, gdzie swoje królestwo znalazł Leo.
-A ty co?- podparła się pod boki, patrząc spod byka na piłkarza.
-Nic, jestem barmanem, chcesz drinka?- poruszał zabawnie brwiami co ją bardzo rozśmieszyło.
-Z chęcią, ale poproszę mało ilość alkoholu do niego.- uśmiechnęła się perliście.
-Niby czemu? Jeszcze mi to mów to ci celowo dam prawie samą wódkę.- ostrzegł ją rozbawiony,
-Dobra, uznajmy że nic nie mówiłam.- objęła go ramieniem, zabierając szklankę jaką właśnie skończył przygotowywać.
-Pewnie.- skradł jej buziaka z policzka, a w drzwiach stanęła Anto.
-Kochanie nie rozpędzasz się, ona jest od ciebie młodsza.- założyła ręce na piersi brunetka, udając oburzoną całą zaistniałą sytuacją.
-Przepraszam skarbie, przecież to był tylko taki przyjacielski całus. Prawda?- spojrzał na blondynkę przy blacie.
-No pewnie, nie gniewaj się na niego.- również podeszła do swojej przyjaciółki.
-Żartowałam, jakie z was głuptasy, ale jeszcze raz takie coś a będę zazdrosna.- skwitowała, zerkając na męża.
-Oczywiście słońce.- pocałował ją namiętnie, uciekając z pomieszczenia.
-Hah..- pokręciła głową niedowierzająco dziewczyna, witając z koleżanką.
~*~ 
Nie zdążyły minąć trzy godziny, a wszyscy byli już mocno wstawieni.
Pique tańczył na stole śpiewając piosenki Shakiry. Dogrywał mu na gitarze melodie Neymar, choć kiepsko mu to szło.
Dani biegał z Messim po pokoju wskakując sobie na barana.
Jordi tańczył z miotłą, Suraez z mopem, a cała reszta tańczyła ze sobą na środku parkietu.
W śród nich byli oni, Niemka i Bartra wywijali na parkiecie, a procenty w nich robiły swoje.
W pewnym momencie kobieta odchyliła się na chwilę od niego i napisała kilka znaczących słów do swojego chłopaka:
"Czy ty mnie jeszcze kochasz?" 
Następnie chowając telefon z powrotem do kieszeni, oddała się lecącej piosence.
Gerard nagle zaczął ją również śpiewać, a Brazylijczyk musiał tak grać żeby nie zagłuszyć radia.
-Dziewczyno nie bądź taka po prostu daj buziaka i tylko ze mną zostań, zrobimy coś tam, coś tam.- zaśpiewała razem z nim, schylając się nieco niżej z Marciem, aż w końcu ich usta złączyły się w jedną całość.


Od autora: przepraszam za opóźnienie, ale mam 40 stopni gorączki, padam, więc myślę że nie ma aż tylu błędów, i będzie dużo komentarzy pomimo wszystko.
Następny teraz będzie wcześniej bo ja przez chorobe mam 3 tygodnie ferii :***

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 19 "Trzy metry nad niebem"

~*~


"Zawsze trzeba działać, źle czy dobrze okaże się później.
Żałuję się wyłącznie bezczynności,
niezdecydowania, wahania.
Czynów i decyzji, choć przynoszą smutek i żal, 
nie żałuję się."

*Tydzień później*

-Marc, ani mi się wasz!- pisnęłam widząc jak stoi nade mną cały mokry od wody z szatańskim uśmieszkiem.
-Przecież ja chcę cię tylko przytulić.- rozłożył ręce kładąc się obok mnie i mocno mnie nimi obejmując.
-Puszczaj..! Jesteś zimny.- wzdrygnęłam się próbując wyrwać z jego uścisku.
-Wiem.-  wyszczerzył się turlając ze mną po rozgrzanym pisaku.
-Bartra do cholery!- zmierzyłam go błagalnym spojrzeniem.
Miałam ochotę przyjść na plażę, ale żeby odpocząć i przeczytać książkę, a nie wygłupiać z tym durniem.
-No co?- obrócił nas tak że teraz to ja leżałam na nim.
-Jajco!- fuknęłam, podnosząc się do pionu. Szybkim krokiem wróciłam na swój ręcznik, zatapiając oczy w lekturze.
-Jaka obrażalska, wody się boisz? Bo na syrenę mi nie wyglądasz.- prychnął nie opanowanym śmiechem, za co rzuciłam w niego powieścią.
-Ah.. tak.- złapał ją w locie i pobiegł do morza.
-Kretynie, oddawaj to!- niczym błyskawica podniosłam się i zaczęłam go gonić.
-Pożegnaj się z tym czymś.- spojrzał na mnie po czym znów na przedmiot w dłoniach.
-Albo..
-Albo..- powtórzyłam za nim z nadzieją że się rozmyśli.
-Dosięgniesz jest twoja.- uniósł dłoń do góry, a ja tylko skarciłam go wzrokiem.
Skakałam nad nim jak głupia, próbując dosięgnąć swoje opowiadanie, niestety na marne, gdyż po chwili i tak wylądowało one daleko ode mnie w niemal przezroczystej słonej wodzie.
-Ugh..!- wrzasnęłam płynąc w kierunku w którym Barcelońska "15" rzuciła moim "skarbem od Boga".
~A miałam nie pływać~ przewinęła mi się poranna myśl przez głowę.
    Po jakiś 15 minutach znów znalazłam się na brzegu wraz ze zmoczonym stosem kartek w teraz już miękkiej okładce.
-Nie żyjesz!- wycedziłam przez zęby, patrząc na opalającego się Hiszpana.
-Niby czemu, trochę się ochłodziłaś.- mrugnął do mnie okiem, dumny z siebie.
-Trochę.- walnęłam do niczego nie nadającą się już książkę na torbę z jaką tu przyszłam, bijąc piłkarza pięściami po klatce piersiowej.
-Odkupisz to co zniszczyłeś?- zapytałam opanowując się. 
Lecz widząc jak ciągle się śmieje, założyłam na nogi sandałki na rzemyczku, do ręki w ekspresowym tempie wzięłam torebkę zwijając do niej swoje ubrania i wszystko co miałam.
-Adios frajeros!- sarknęłam w jego kierunku, odwracając się na pięcie.
Musiałam stamtąd pójść, nikt jeszcze nigdy mnie tak nie irytował jak on ostatnimi czasy.
Wiem że chciał mnie pocieszyć i spowodować żebym choć na krótką chwilę się uśmiechnęła, jednak mnie to strasznie irytowało.
Mam swoje problemy i nie może mi się dziwić że nie mam nastroju do żartów, taka już jestem.
Maszerowałam przed siebie, a w głowie miałam mętlik.
Przez te siedem dni dużo zmieniło się w moim życiu, a nawet rzekłabym bardzo dużo.
Reus i Camila wcale nie dają znaku życia od jakiegoś tygodnia, z Agatą i Kubą też rozmawiałam tylko raz od przylotu tutaj, a o reszcie to już nie wspomnę.
Nie wiem czy się nie mnie obrazili czy co, ale to cholernie mnie boli. 
Pewnie gdyby nie tata z którym w końcu złapałam kontakt już byłabym w samolocie do Dortmundu.
Gdyż o dziwo po dwóch dniach odezwał się do mnie i zabrał do kina, następnego dnia na spacer, a jeszcze następnego na trening po którym pojechaliśmy do jego jak i MOJEJ rodziny.
Tak dziwnie to dla mnie brzmi -rodzina.
Nigdy nie kojarzyłam jej z tak dobrymi chwilami, z reguły były to dla mnie krzyki, awantury, bicie i płacz.
A tutaj to się zmieniło matka Iglesjasa, czyli jednym słowem moja macocha, traktuje mnie jak swoją rodzoną córkę.
Robi dla mnie przepyszne ciasta, ogląda filmy, przegląda gazety, rozmawia na przeróżne tematy, a co najważniejsze wspiera.
To ona jako jedyna zna całą sytuacje z pierwszego mojego dnia w Barcelonie, tylko jej powiedziałam całą prawdę, tylko przed nią potrafiłam się otworzyć.
Może dlatego że przypominała mi matkę? 
Nie mam pojęcia, ale widzę w niej coś co zawsze znajdowało się w oczach mojej mamy.
Chyba nawet nie umiem ubrać tego w słowa, obydwie są, były i będą dla mnie najwspanialszymi kobietami na świecie.
A co do Marca, nie mogę go zrozumieć.
Odkąd wyjechała Amber bardzo się do siebie zbliżyliśmy.
Jest dla mnie miły i opiekuńczy, pomimo tego co pokazał niedawno.
Dzięki niemu lepiej poznałam całą Dumę Katalonii i mam z nimi wspólne tematy do rozmów.
-Zaczekaj..- poczułam delikatny ścisk mojej ręki.
-Czego?- odwróciłam się, a przed moimi oczami pokazała się smutna twarz bruneta.
-Nie chciałam i odkupię ci tą książkę tylko mi wybacz. Nie uśmiechasz się za często i chciałem to zmienić.- ujął moją twarz w swoje dłonie, a ja nie patrząc co ma zamiar dalej zrobić, wtuliłam się w jego tors.
-Wybaczam.- wysiliłam się na sztuczny uśmiech, co piłkarza bardzo ucieszyło.
-Wracamy do domu?- uniosłam głowę spoglądając w jego tęczówki.
-Pewnie, o niczym innym nie marzę.- objął mnie w tali i zadowoleni z obrotu spraw wróciliśmy do willi chłopaka.
-Idę pod prysznic.- usłyszałam jego krzyk z góry gdy nalewałam sobie soku.
-Tylko się nie utop.- wypaliłam cichutko.
-Słyszałem.
-Miałeś.- krzyknęłam do niego szczerząc się jak głupia.
Jego plan raczej nie poszedł na marne, bo w końcu się śmiałam i cieszyłam z życia, lecz raczej mu tego nie powiem..
~*~
Około 18 skończyliśmy oglądać razem film. 
Nudziło nam się niemiłosiernie, brakowało nam kompletnie chęci na wszystko co proponowała druga strona.
Powoli zaczynało nas to denerwować, gdy ocknęłam się co mówił wczoraj Gerard.
-Ej Pique nie robi dziś tej imprezy na którą zapraszał całą blaugrane?- podrapałam się po głowie chcąc przypomnieć sobie dzień tygodnia o którym mówił.
-Wtorek jest dzisiaj?- niebieskooki zaczął myśleć, a ja pobiegłam do kuchni.
-Który dzisiaj?- zerknęłam na niego wracając z małym kalendarzem.
-29 Lipca.- westchnął ciężko.
-No to mamy dziś wtorek, Geri mówił że dzisiaj o 20 mamy wszyscy u niego być.- odparłam poważnie, na co piłkarz wstał i wyszedł.
-A ty gdzie?
-No nie wiem jak ty, ale ja muszę się uszykować.- zakomunikował znikając za kolejną ścianą.
Oczywiście poszłam w jego ślady i po pięciu minutach stałam przed wielką szafą nie wiedząc co na siebie, szkoda że nie jestem w bajce o kopciuszku gołębie by mnie ubrały, zaśmiałam się w duchu wyciągając to:

Szybko się ubrałam i delikatnie pomalowałam, schodząc na dół.
-Ulala..- zagwizdał Marc na co zadowolona dwa razy się obróciłam w okół własnej osi.
-I jak?- przymrużyłam oczy, co chłopak przyjął szerokim jak stąd do Warszawy uśmiechem.
-Ślicznie, ale mamy jeszcze sporo czasu, więc możemy jechać po te twoją książkę co ci zepsułem, tylko jak ona się nazywała?
-Trzy metry nad niebem..

UWAGA UWAGA! 
Ważne ogłoszenie! 
Następny rozdział za trzy dni czyli w okolicach czwartku, a w nim IMPREZA na której wszystko stanie się jasne.
I DUŻO RZECZY WYJDZIE NA JAW.
Niestety nie miałam dziś głowy żeby napisać więcej więc mam nadzieję że mi wybaczycie. 
Choroba robi ze mną swoję a na dodatek muszę chodzić do szkoły żeby nie mieć zaległości.

ZAPRASZAM NA ..
http://nienawiscmilosc.blogspot.com/?m=1
Piękny blog o Mario.. *.*
Na którym jest tylko na razie Prolog :)

Buziaczki do następnego 



wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 18 "Zdarzają się chwilę kiedy bywam jak pamiętnik."

~*~

"Kocham Cię..                               
Każdy dzień jest jak sen, kiedy tylko jest przy Tobie.
Teraz wiem, czego chcę.
Nie opisze tego w słowie.
Czuję lęk..
Przecież wiesz, że nie chcę 
Cie ranić.
Nie potrafię tego znieść
kiedy jesteśmy sami.. <3"

~*~
Całą noc nie mogłam spać, wciąż miałam przed oczami tę aferę na plaży.
Nie miałam pojęcia kim jest ta osoba która chciała mnie zabić, ale wiem jedno musiała być kimś ważnym w życiu moich piłkarzy.
Kręciłam się z boku na bok, a jej wyzwiska odbijały się w mojej podświadomości niczym złudne echo.
Każde jej słowo pamiętam bardzo dobrze, każdy ruch wykonany w moim kierunku i te furię w jej tęczówkach.
Nie panowała nad sobą..
Gdyby nie Leo mogłoby już mnie tu nie być..
Zdenerwowana całą tą sytuacją sięgnęłam po laptopa z szafki nocnej.
Powoli zaczynał się uruchamiać, gdy usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
-Proszę..- przełknęłam głośno ślinę.
Zaczynałam powoli wariować.
Przecież ona nie weszła by do tak dobrze strzeżonego domu?
Więc dlaczego obawiałam się jej do tego stopnia nawet w tak bezpiecznym miejscu?!
Chyba o to jej chodziło żebym się bała.
Moje przemyślenia przerwały uchylające się drzwi.
-Wiedziałem że nie śpisz.- do pokoju wszedł Bartra z kubkiem gorącej herbaty.
-Skąd?- zdziwiłam się odkładając komputer na bok.
-Intuicja.- mrugnął do mnie okiem, siadając na skraju łóżka.
-Nie gryzę.- zaśmiałam się cicho widząc jego lekkie skrępowanie.
-Wiem.- wyszczerzył się podając mi napój.
-Dziękuje.- podciągnęłam nogi pod brodę, odbierając parzącą szklankę.
-Tylko się nie oblej gapo.- podrapał się po karku rozsiadając naprzeciw mnie.
-O to się nie musisz martwić.- odparłam zamaczając usta w parującym naparze.
Chłopak lustrował moją twarz z taką dokładnością że na moje policzki powoli wkradały się różowe rumieńce.
Kącik jego ust delikatnie unosił się co chwilę do góry, nie rozumiałam co wywoływało u niego tak dobry nastrój, ale mogłam się domyślić że moja twarz przybrała już kolory dojrzałej piwonii.
-Nie gap się tak.- mruknęłam odwracając twarz w drugą stronę.
-Czemu?- chwycił mój podbródek przysuwając się na niebezpieczną odległość.
-Bo tego nie lubię Lamusie.- ryknęłam głośnym śmiechem.
-Lamusie?!- wstał kierując się w stronę wyjścia.
-Jaki obrażalski.- szczerzyłam się w jego kierunku.
-Dobranoc buraczku.- zbył mnie wychodząc z pomieszczenia.
-Pff...- bąknęłam oburzona opierając głowę o zimną ścianę.
Bardzo dobrze że jakoś zaradziłam naszej odległości, nie chciałam między nami krępującej sytuacji, a mieszkając w jednym domu zdarzały by się one później dość często.
Chwyciłam Notebook z biurka, drżącymi rękoma.
Powoli wstukałam hasło i zaczęłam przeglądać facebook'a.
Nie byłam na nim już dobry miesiąc, więc miałam dużo do nadrobienia.
Powoli zjeżdżałam w dół po zaproszeniach do grona znajomych..
Gdy ujrzałam znane mi dość dobrze nazwisko Caroline Bosch.
Weszłam w galerię jej zdjęć nie mogąc skojarzyć skąd ją znam.
Niestety nic nie przyszło mi do głowy.
Pooglądałam jeszcze chwilkę stronę główną, a oczy same mi się zamykały.
Ciekawa która godzina spojrzałam na prawy dolny róg monitora.
03:24- rzuciłam się na poduszki, zatrzaskując przedmiot i wsuwając go pod łóżko.
Nawet nie wiem w jaki sposób znalazłam się w krainie Morfeusza.
~*~
Obudziły mnie promyki słońca, wdzierające się do pokoju przez żaluzję.
Jęknęłam zła na samą siebie że wieczorem porządnie ich nie zasłoniłam.
Powoli podniosłam się z łóżka przeciągając niczym rasowa kotka.
Spojrzałam na siebie w lustrze z cichą nadzieją że dość szybko uporam się z poranną toaletą. 
Lecz w moim przypadku to chyba nie możliwe. 
Wyglądałam jak siedem nieszczęść, w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Stanęłam przed ogromną szafą szukając ubrań na dzisiejszy dzień.
W planach nie miałam jakiś specjalnych wyjść czy czegoś w tym kierunku, więc postawiłam na klasyk mojej garderoby:

Zadowolona z końcowego efektu, chwyciłam telefon z umywalki robiąc sobie selfie, które po chwili znalazło się na Instagramie z podpisem:
#Happy #smile #Barcelona #<3
Nie musiałam długo czekać żeby dostać kilka komentarzy z Dortmundu typu:
'Tęsknimy śliczna'
'Wracaj do nas, bez ciebie to nie to samo'
'Moja kochana siostrzyczka'
'Baw się dobrze, i szybko wracaj do nas<3'
Pokiwałam niedowierzająco głową i nie odpisując im udałam się na dół.
Powoli schodząc schodami usłyszałam stukanie szpilek Amber.
-A ty jeszcze w domu?- zdziwiłam się bo mówiła że dziś ma dużo pracy i nie będzie jej do późna.
-Tak, muszę spakować kilka potrzebnych rzeczy.- zobaczyłam małą walizkę przy jej nodze, wytrzeszczając  szeroko oczy.
-Po co?- uniosłam brew do góry zakładając ręce na piersi.
-Okazało się że muszę wyjechać na cztery dni w delegacje i jesteś skazana przez ten cały czas na Bartre.- zrobiła smutną minę, ale mnie jakoś mało to ruszyło.
-Dam radę, powodzenia.- przytuliłam ją całując w policzek.
Nie wiem dlaczego, cieszyłam się z jej wyjazdu.
Nie żebym znowu nie lubiła brązowookiej, przecież dopiero co złapałam z nią dobry kontakt, ale mało przekonywała mnie ta jej Delegacja.
Weszłam do kuchni od razu sięgając do lodówki po pitny jogurt.
Usiadłam na blacie i opierając się o szafki obserwowałam Amb czekającą na Taksówkę.
Po jakiś pięciu minutach zamiast niej zjawiło się jakiś czarny samochód do którego bez większych oporów wsiadła.
Nie powiem z lekka mnie to zdziwiło, ale nie chcąc wtrącać się w jej życie poleciałam do góry po swój komunikator z całym światem i wyszłam do parku.
Niedaleko niego kupiłam kubek świeżych malin i ruszyłam na wolną ławkę nie daleko fontanny.
Założyłam na nos okulary słoneczne i wyciągnęłam z obszernej torebki laptopa.
Chciałam porozmawiać choć chwilę z Reusem.
Więc na wszelki wypadek kupiłam małą mapę miasta, telefon naładowałam przed samym wyjściem i zapisałam sobie na małej karteczce adres mieszkania Marca.
Nie miałam zamiaru znów spotkać tej dziewczyny.
Na samo jej wspomnienie robiło mi się słabo.
Uruchomiłam Skyp'a spoglądając czy jest aktywny, tak jak się spodziewałam był i po krótkiej chwili sam do mnie zadzwonił.
-Hey misia.- już czułam że ma bardzo dobry humor, którym miałam nadzieję że szybko mnie zarazi, gdyż pomimo uśmiechu na twarzy wciąż miałam w głowię dziewczynę która chciała mnie zabić.
-No Hey.- włączyłam swoją kamerkę.
-Co jest?- piłkarz patrzył na mnie, a jego mina momentalnie zrzedła.
-Nic..- wymamrotałam cicho chcąc uniknąć tematu.
-Jak to nic, przecież widzę że coś jest nie tak. Po co ci te okulary słoneczne jak ze mną rozmawiasz?- wybuchnął śmiechem, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Bo jestem o tu.- podniosłam peceta pokazując mu obszar dookoła mnie.
-Aha..- walnął się w czoło co przyjęłam cichym chichotem, żeby nie usłyszał.
-I co z tatą odzywał się od wczoraj?- zapytał zatroskany.
-Nic, nie pytał o mnie od tamtego momentu, chyba że Bartra mi nie powiedział.- odparłam,  moje oczy momentalnie się zaszkliły.
-Może jeszcze się zapyta nie oceniaj go pochopnie.- wydusił z siebie na jednym tchu.
-Wiesz co sama już nie wiem. Ostatnimi czasy zdarzają się chwilę kiedy bywam jak pamiętnik. Wszyscy wrzucają do mnie wszystkie swoje uczucia, a ja mam z nimi walczyć.- wrzuciła do ust kolejny owoc.
-Powinnaś odpocząć i nie martwić się o innych. Jak twój ojciec się nie odezwie to będzie jego strata, pamiętaj że masz mnie i się nie przejmuj.- posłał mi całusa.
-Wiesz jakbym się chciała do ciebie przytulić i już nigdy nie puścić.- rozmarzyłam się przytulając swoimi rękoma.
-Już nie długo się zobaczymy, a na razie musisz się trzymać..
Nasza rozmowa mogłaby się nie kończyć, ale Robert zabrał mi blondyna na maraton w Fifę i nie miałam innego wyjścia jak spakować swoje rzeczy i wrócić do posiadłości Barcelońskiej "15".
Idąc w stronę jego domu zobaczyłam po drugiej stronie chodnika znajomy mi ubiór, a właściwie bluzę zawieszoną na głowie i wypadające z niej blond włosy.
Szybko przebiegłam ulicę i podbiegłam do tej osoby.
Ściągnęłam z jej głowy kaptur i spojrzałam prosto w oczy.
-Co ty robisz?!- wrzasnęła na mnie oburzona kobieta.
Zrobiło mi się strasznie głupio.
Byłam pewna że to ta sama osoba co na plaży.
Bluza była identyczna i jakby tak samo leżała na tej dziewczynie jak na tamtej.
-Przepraszam chyba panią z kimś pomyliłam.- przygryzłam wargę, odwracając się na pięcie.
Zrobiłam kilka kroków po czym odwróciłam w za siebie.
Blondynki już nie było, a ja zostałam sama na ulicy..

      "Dostałam gorzką czekoladę od życia z napisem "Oby zawsze było ci tak słodko" 




wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział 17 "Z" "I" "A" "R" "O" inaczej upadły Anioł"

~*~

"Nie chcę się dowiedzieć, tak się boje bólu.
Piję kłamstwo jak alkohol, tak się boję bólu.
Światło prosto w oczy trochę mocno bije,
Nie chce widzieć, ani słyszeć..
Prawda mnie zabije.. <3 " 

~Narracja trzecioosobowa~
Krążyła po uliczkach Barcelony zapłakana.
Miała dosyć, zawsze musi się coś wydarzyć co zepsuje jej idealny dzień.
Zgubiła się..
Rozmawiając z Marco spacerowała po parku, wychodząc z jego drugiej strony straciła z oczu stadion jak i uliczkę którą tu dotarła.
Przeszła jeszcze kilka przecznic, stojąc na przeciwko wielkiej mapy miasta.
Miejsce w którym się znajdowała było dobre 10 km od Camp Nou.
Nie miała pojęcia jak tego dokonała.
W przeciągu połowy godziny znalazła się tak daleko od centrum.
Spojrzała na zegarek, Bartra za chwilę powinien skończyć trening.
W błyskawicznym tempie wyjęła z kieszeni telefon dotykając jego ekranu.
Nie odblokował się..
Drugi raz wykonała te samą czynność, niestety bez większego efektu.
-Szmelc!- wymamrotała rozgoryczona.
Ostatni raz rzuciła okiem na plan Hiszpańskiego miasta, idąc przed siebie.
Miała dosyć, pierwszy dzień w nowym miejscu i już ma ochotę wracać!
Najchętniej pewnie od razu spakowałaby się i wróciła do Niemiec.
Na całe jej szczęście nie wiedziała gdzie się znajduje! <błagam wyczujcie ten sarkazm>
Nogi coraz bardziej ją bolały, pomimo tego że była tancerką nienawidziła spacerów, a dziwnie by chyba ludzie na nią patrzyli gdyby nagle zaczęła tańczyć na środku ulicy.
Powoli dochodziła do wniosku że na marne tu przyjechała.
Jej ojciec nawet nie ucieszył się gdy ją zobaczył.
Nigdy nie widział swojej córki, a jak już miał okazję ją bliżej poznać, wolał mieć trening z Dumą Katalonii.
Przecież mógł go przełożyć, chłopacy na pewno by go zrozumieli. 
Jednam nie zrobił tego.
Nawet nie ma pojęcia czy kiedykolwiek  on będzie miał czas, żeby nadrobić tyle straconych lat. 
Oczy blondynki całe się zaszkliły, była bezradna.
Nie miała ochoty na nic, a ten marszobieg jaki sobie zapewniła pod sam stadion mógłby się dla niej nigdy nie kończyć.
Usiadła na ławce przed nim i czekała aż ktoś wyjdzie...
Mijały kolejne minuty, a dookoła nie było widać nikogo z drużyny.
Westchnęła ciężko przyglądając się nastolatkom krążącym wkoło budynku.
Chyba też czekali na swoich idoli.
Wściekła że ani jeden z nich nie potrafi wystawić z niego nosa, weszła do środka za pomocą przepustki jaką dostała z rana od Marca.
Waliła o drewniane drzwi od szatni piłkarzy cała czerwona ze złości.
-Jak nie otworzycie to sama wejdę!- fuknęła, zasłaniając ręką oczy i wchodząc do pomieszczenia.
Do jej uszu nie doszły żadne dźwięki..
Zdziwiona spuściła dłoń..
W środku nie było nikogo.
Spojrzała na zegar wiszący nad drzwiami jak i rozkład treningów.
-No ja pierdole!- usiadła na ławce chowając twarz w dłoniach.
To był ich ostatni dziś trening i skończył się już dobrą godzinę temu.
Z jej oczu poleciały słone łzy.
Nie znała adresu posiadłości Barcelońskiej "15" więc mało prawdopodobne było to że dojdzie tam z pamięci, ale musiała chociaż spróbować.
Przetarła twarz wstając i pokierowała się do wyjścia...
~*~

~Narracja pierwszoosobowa~

Robiło się ciemno, a ja zamiast znajdować się w łóżku, siedziałam na plaży?!
Nie znam tu praktycznie nikogo i na dodatek się zgubiłam.
Na szukaniu domu bruneta spędziłam 8 godzin! 
A każda następna uliczka przypominała mi następną.
Tak gratulujcie mi orientacji w terenie która sięga..heh.. ona nigdzie nie sięga! 
Bo ja jej nie mam! 
Upiłam większy łyk mineralnej wody, którą zdołałam kupić za pieniądze jakie zawsze kryję pod obudową Iphon'a.
Chyba miał zastąpić mi  alkohol, bo pijana, sama, dziewczyna to łatwy "cel".
Piasek robił się coraz bardziej zimny, wciąż kombinowałam co zrobić żeby nie zaliczyć spania na plaży.
Lecz nic mądrego nie przychodziło mi do głowy.
Moje powieki robiły się coraz bardziej ciężkie.
Miałam ochotę krzyczeć, jak najgłośniej tylko potrafię.
Iść do lasu i się wyżyć.
Ah..tak.. tylko najpierw powinnam mieć świadomość gdzie takowy się znajduję!
Gdybym miała tu Reus'a na pewno bym nie zabłądziła, albo przynajmniej miała towarzystwo!
Ciekawe co teraz robi? Czy Camila dzwoniła? Co u Agaty i u Kuby? Czy Oliwka już śpi? A Lewy z Mario nawalają w fifę?
NIC NIE WIEM!?
Założyłam ręce na piersi patrząc na morze.
Za dnia było takie błękitne, a w nocy stawało się ciemne jak atrament.
Z baru niedaleko wydobywała się głośna muzyka.
Wsłuchiwałam się w jej tekst i coraz bardziej mi się podobała..
"Jestem nieobliczalny na pozór prosty dzieciak
mój rap jest niewybaczalny, wiem że cię strach obleciał
i suko zrób to lepiej, pokaż że kochasz muzykę 
słyszałem twoje nagrania, celowo mijasz się z bitem?
nic mi nie wmówisz, serio lepiej zamknij pizdę 
było już paru takich co straszyli krucyfiksem
bo moje wersy wszelkie prawa łamią 
to dalej  "Z" "I" "A" "R" "O" inaczej upadły anioł (suko).
Zasłuchana nawet nie zauważyłam kiedy jakaś kobieta z kapturem na głowię zaczęła zbliżać się w moim kierunku.
Serce podeszło mi do gardła, zakręciłam butelkę odkładając ją na bok i przełknęłam gule w gardle.
Czarne myśli krążyły po mojej głowie.
-Ty szmato!- syknęła w moim kierunku stając nade mną.
-Coś ty powiedziała!- krzyknęłam popychając ją do tyłu, co było chyba złym ruchem w tamtej chwili.
-Głucha jesteś może ci przeliterować!- wrzasnęła ciągnąc mnie za moje długie blond włosy.
-Nie musisz, ale jak chcesz mogę zaraz policzyć ci ząbki!- kopnęłam ją w udo, przez co mnie puściła.
-Zabije cię rozumiesz! Zabierasz nam Marco i jeszcze teraz wzięłaś się za Marca!?- dopadła do mnie uderzając w brzuch.
Zatoczyłam się do tyłu prawie wpadając na kamień.
-Spieprzaj nigdy w życiu nikomu nikogo nie zabrałam!- wystawiłam ręce do góry w geście obrony.
-Myślisz że błyszczysz? Nawet nie świecisz!- obrażała mnie stawiając kroki do przodu.
-Jak cie walne to za dwa tygodnie z deszczem spadniesz! Głucha byłaś ja chyba coś mówiłam.- przesuwałam się w stronę wody żeby być jak najdalej od niej.
-Jak masz problem to rozwiąż go sama, ja to pierdole, swoje życie mam w dupie, a co dopiero twoje!- dodałam po chwili, a ta rzuciła się na mnie lądując w wodzie na mnie.
-To twój koniec!- próbowała mnie utopić.
-J..e..s..- ciągle byłam podtapiana nie mogąc powiedzieć ani jednego słowa.
-Puść ją!- usłyszałam po chwili i plusk wody..
Przez moją głowę przewinęły się wszystkie chwile mojego życie.. potem już nic tylko ciemność.
~*~
Obudziłam się w jadącym samochodzie, okryta kocem.
Powoli docierało do mnie co się stało.
Chciałam zobaczyć twarz kierowcy zaczynając się ruszać, żeby zwrócił na mnie uwagę.
Nie minęła chwila, a twarz Messiego skierowała się na mnie.
Był blady i ledwo co wysilił się na sztuczny znikły uśmiech.
-Jak się czujesz?- spytał patrząc na drogę.
-Gorzej już chyba nie mogłam.- wycedziłam ledwo słyszalnie przez zęby.
-Może do szpitala?
-Nie, proszę. Wszystko byle nie szpital.- Leo widząc moją reakcje przestał drążyć temat.
Cały czas patrzyłam za okno.
-Dziękuje, gdyby nie ty, ona była..- nie pozwolił mi dokończyć delikatnie dotykając mojego kolana.
Kciukiem zataczał na nich kółka próbując mnie uspokoić.
-Nie ma za co, ważne że ci nic nie jest.- przegryzłam wargę, szeroko się  po tym uśmiechając.
-I tak dzięki. Gdzie jedziemy?- szybko zmieniłam kurs rozmowy.
-Do Marca chyba że nie chcesz?- zmrużył oczy.
-Pewnie że chce, od jakiś 10 godzin chciałam tam dotrzeć.- walnęłam go w ramie na co prychnął nieopanowanym śmiechem.
-Jak to się stało że akurat tam byłeś?- palnęłam.
-Szukaliśmy cie, odkąd Bartra zadzwonił i powiedział że nie ma cie w domu ani na Camp Nou.- wzruszył ramionami.
-A czego chciała ta dziewczyna?- zapytał, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
-Jakaś dziwna o nic zaczęła się mnie czepiać i bić, potem wpadłyśmy do morza i to tyle co pamiętam.- skłamałam unikając zbędnej rozmowy.
Nikt nie może się dowiedzieć czego ona chciała.
-Wyjdziesz czy mam cię zanieść.- poruszył zabawnie brwiami otwierając mi drzwi.
-Wiesz co raczej dam sobie radę.- wyszczerzyłam się wstając z siedzenia.
Idąc w stronę domu piłkarza miałam mieszane uczucia.
Nie byłam w stanie nacisnąć klamki i znaleźć się w środku.
-Służę pomocą.- puściła do mnie oczko "10" Katalońska wpychając mnie wręcz do domu.
-Jesteśmy!- wydarł się jeszcze trzaskając drzwiami, a w progu salonu zobaczyłam Marca.
Był strasznie smutny i zmartwiony dało się to odczuć.
-Cind.- podbiegł do mnie i mocno przytulił.
Tego było mi w tamtej chwili trzeba.
Bezpieczeństwa.. które mógł dać mi w tym wypadku tylko on...


"Popełniam wiele błędów, wiem.
Ale dzięki nim nauczyłam się że życie nie jest takie proste i trzeba nauczyć się walczyć z każdą przeciwnością losu.
Być silnym, nie poddawać się.
Tylko wstać i walczyć o to by było nam jak najlepiej.
Walczyć o swoje szczęście."


Od autorki:
Hejoo..:)
Rozdział jest według mnie nawet nawet..
Nowy około hm..Poniedziałku/wtorku. 
Może wcześniej ale jak już wcześniej to w piątek/sobotę.
Liczę na dużo komentarzy bo wejść jest.. WOW 
450 pod ostatnim rozdziałem *.*
Komentarze motywują więc dlatego tak bardzo je chce.
Mają być szczere :D 
Tylko o to mi chodzi..;*
Do następnego Baju.. :> 





czwartek, 15 stycznia 2015

Piłka nożna do cholery!

NAJLEPSZEGO *.*

Marc... Nasz Marc (poprawka) :D
Kończy dziś 24 lata :*
Życzę mu, a właściwie wszystkie mu chyba życzymy tego:
-ZŁOTEJ PIŁKI za kilka lat <3
-Dużo strzelonych goli dla Barcelony :D
-Wytrwania w tym klubie do końca :)
-Zero kontuzji, a jak już to minimalnych.
-Dużo zdrówka.
-Tego szczerego uśmiechu jaki ma ciągle :))
-Poczucia humoru którym potrafił by zarazić każdego :*
-Fajnej ładnej dziewczyny.
-Zdrówka kochanemu psiakowi, jakiego posiada <33
-Radości z życia
-Wychodzenia częściej w pierwszym składzie.
-Staranności w tym co robisz, i żebyś doszedł tam gdzie chcesz.
I WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE.
Sto lat..sto lat..niech żyję żyję nam. Sto lat sto lat niech żyję żyję nam.
Niech żyję nam :D 
Niech mu gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie, nigdy nie zagaśnie.
A kto z nami nie wypije niech go piorun trzaśnie :D
1000 lat Kochany *.*.*.*.*.**.*.*.*.*

Przy okazji ogłoszenia dusz pasterskie:
-Nowy rozdział w weekend.
-Wiem że tamten zawaliłam w tym się zregeneruje.
-Rozdziały będę uprzedzała co ile będą dodawane bo może nastąpić tu mała zmiana.
-Dużo się będzie działo i liczę dlatego na dużo komentarzy.
-Ten blog zakończony będzie w okolicach maja więc przed nami jeszcze kilka miesięcy ciekawej myślę opowieści.
-Od tego momemtu możecie dawać pomysły co może stać się w rozdziałach. Będę je czytać i wybierać najlepsze.
To nawet nie muszą być pomysły może jakieś słowa cytaty jestem otwarta :D 
To ma być nasze wspólne dzieło<333

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 16 "Nie pytaj mnie, czy to ma sens, podobno wszystko po coś jest."

~*~


~*~
Zrobiłam lekki makijaż i założyłam kilka bransoletek na lewą rękę, a prawą zdobił pudrowego koloru zegarek.
Rozpakowałam jeszcze kilka ubrań wraz z laptopem, zbiegając na dół.
-Zgłaszam gotowość do działania!..- krzyknęłam zadowolona.
-To łap i idziemy.- rozkazał rzucając w moją stronę pitnym jogurtem.
-To jest moje śniadanie?!- zdziwiłam się patrząc na butelkę.
-Tak, owoce leśne mam nadzieję że lubisz.- wyszczerzył się otwierając drzwi.
-Heh.. jutro zapieprzasz po bułki.- pogroziłam mu palcem, kierując się w stronę garażu.
-Chciałoby się.- prychnął otwierając mi drzwi, gestem ręki zapraszając do środka.
-Sam mówiłeś że jesteś moim lokajem, a więc nie marudź.- posłałam mu całusa, wchodząc do samochodu.
Był taki uroczy jak się złościł..
~Boże Cind nawet tak nie myśl!~ skarciłam samą siebie, rozsiadając się na wygodnym fotelu.
Na uszy założyłam białe słuchawki całkowicie oddając się muzyce która w nich płynęła.
Mocne bity to coś co lubiłam najbardziej, jednak dziś postawiłam na coś kompletnie innego.
"Chicago - Hard to Say I'm Sorry"
Tak mnie zakręciło że nawet nie wiedziałam kiedy byliśmy pod Camp Nou.
Muszę przyznać że widząc ten stadion łezka w oku mi się zakręciła.
Odkąd pamiętam kochałam FC Barcelonę.
Kibicowałam jej całym sercem, nawet nie wiem czemu..
Pomimo tego że w Dortmundzie był świetny klub ja nigdy nie byłam na jego meczu, a za mecz bordowo-granatowych mogłabym dać sobie rękę uciąć.
Każde ich zwycięstwo i porażkę przeżywałam bardzo mocno, potrafiłam nawijać o niej cały dzień.
Każdego z piłkarzy plakat jak i bluzkę chowałam pod łóżkiem.
Byli dla mnie najlepsi i do teraz tacy są.
Jednak nie wiem czy wezmę się na odwagę i kiedykolwiek im to przyznam.
-Zatkało?- wycedził Bartra uśmiechając się szeroko.
-Nie no co ty stadion jak stadion.- skłamałam wzdychając ciężko.
-Haha... bo ci uwierzę.- objął mnie w pasie prowadząc do środka.
Przy wejściu już słyszałam jak szybko bije mi serce.
Chyba czuło magie tego miejsca tak samo jak ja.
-Ty idziesz tam, a ja idę tam.- tłumaczył mi jak małemu dziecku pokazując palcem to w lewo to w prawo.
-Nie no wiesz co nie skapnęłabym się.- przyłożyłam ręce do policzków udając zszokowaną.
-Wolałem się upewnić.- cmoknął ustami  wchodząc do podajże szatni,
-No nic więc zostałaś sama.- powiedziałam sama do siebie kierując się na murawę.
Stanęłam na jej środku, obracając się w okół własnej osi.
-Jest tu masa pozytywnej energii.- skwitował ktoś za mną.
Aż podskoczyłam słysząc ten zachrypnięty głos.
-Tak masz rację.- odwróciłam się widząc Leo! Lionel Andres Messi stoi obok mnie.. nie no!
Piszczałam w myślach z radości, jednak na zewnątrz udawałam bardzo opanowaną.
-Co tu robisz?- spytał zaciekawiony podbijając piłkę.
-Przyjechałam tu..em..z..no..- nie miałam pojęcia co powiedzieć, czy prawdę czy może skłamać?!
-Dobra nie wnikam. A tak w ogóle Leo.- wystawił w moim kierunku rękę ukazując szereg śnieżnobiałych ząbków,
-Cinderella.- uścisnęłam dłoń piłkarza zabierając mu z pod nóg piłkę.
-Umiesz grać?- uniósł jedną brew do góry zszokowany.
-Ba!- zaczęłam robić różne tricki z piłką.

-Uhuhu..- usłyszałam jego krzyk, po czym głośne gwizdy reszty Blaugrany wchodzącej na boisko.
-Młoda nie mówiłaś że umiesz grać.- szepnął mi na ucho Marc.
-Kochanie nie musisz wszystkie wiedzieć.- zaczęłam brechać z niego jak głupia.
-A tu co się..- starszy mężczyzna stanął przede mną  i go zatkało.
-Kto to?- spojrzał na mnie, a następnie na każdego z chłopaków z osobna.
-To jest..am..eh..- Barcelońska "10" odezwała się, lecz nie mogąc nic mądrego wymyślić zamilkła.
-To może sama się przedstawię.- uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Proszę bardzo.- podrapał się po kilku dniowym zaroście.
-Nazywam się Cinderella pochodzę z Niemiec i jestem tutaj z tym panem..- wskazałam głową na bruneta, niepewnie wyłamując palce.
-Kopciuszek?- zerknął na mnie pytająco, a ja tylko w odpowiedzi skinęłam głową.
-Córciu.- widać było w jego oczach łzy, patrzył na mnie przewiercając mnie swoim spojrzeniem na wylot.
Nie mogłam wykonać żadnego ruchu, a wszyscy patrzeli na nas jak na idiotów.
-Możemy nie zaczynać tego tematu.-przełknęłam gule w gardle zmieszana.
-Pewnie.- podszedł do mnie i mocno przytulił.
Odwzajemniłam uścisk, czułam że nie jest zły i się dogadamy.
Ale choć małego stracha chyba jak każdy kto stałby na moim miejscu, miałam.
-O co tu..-Sergio zaczął, lecz nie dane mu było skończyć bo Gerard szturchnął go mrożąc spojrzeniem.
-Co ja znów zrobiłem?!- naburmuszony założył ręce na klatkę piersiową.
-Nic.- pomachałam głową z dezaprobatą.
Roberto jest taki gapciowaty i nie wierzy w siebie tak jak reszta.
Przez to też często jest gorzej traktowany.
Więc postanowiłam mu to jakoś wynagrodzić.
-O co chodzi kurczee..- tupnął nogą obrażony, wyginając buzie w wielkim grymasie.
-Oj mówię ci że nic.- musnęłam jego policzek mocno tuląc do siebie.
-Heh.. skoro tak mówisz.- wypalił, a wszyscy wraz ze mną wybuchnęli śmiechem.
-Młody..młody.- poklepał go po plecach Xavi.
-Stary..stary.- zaczął sobie żartować z niego lokowaty.
-Dobra spokój, bo zaraz znów zaczniecie się wydurniać!- klasnął w dłonie Luis zaganiając wszystkich po piłki.
-Moja lewa..moja..lewa.Moja lewa prawa lewa.- chodził w koło nich wygłupiając się.
Po chwili reszta dołączyła do niego i zaczęli maszerować.
-A teraz kochani 20 kółeczek.- krzyknął do nich, a ci potulnie wykonali polecenie.
Widać kto tu ma władze.
-Podoba się w Barcelonie?- usiadł koło mnie na ławce rezerwowych.
-Pewnie to piękne miasto już wiem czemu tu mieszkasz.- odparłam całkiem poważnie.
-To ta wojna którą musimy wygrać, jesteśmy jak z jasnego nieba grom, to ta wojna którą musimy wygrać, a piłka to nasza broń.- chłopacy biegając podśpiewywali, a ja cicho chichotałam myśląc że nikt nie zauważy.
-Ona się z was śmieje.- wskazał na mnie mój własny ojciec, jak małe dziecko które chciało wkopać kolegę z ławki w szkole.
-Co?- podbiegł do mnie Bartra przewieszając sobie przez ramie.
-Nie jestem workiem pyrek!- kopałam go nogami po klacie.
-Ale tyle ważysz.- oznajmił szczerząc się.
-Osz..ty!- okładałam pięściami jego plecy chcąc coś zdziałać.
-Jaka kara?- luknął na Albe i zaczął mnie łaskotać.
-Kretynie przestań, błagam..hahah...- miałam dość tego bolał mnie cały brzuch, a oni nie chcieli przestać.
Nawet Enerique się do nich dołączył.
-Proszę..Stoop.
-Puśćcie ją.- czyjś głos rozniósł się z drugiego końca murawy.
-Neymar?- głupkowato się spojrzałam.
To jeden z moich ulubionych piłkarzy, a ja nawet nie zauważyłam że go nie ma.
Podrapałam się po głowie, otrzepując i wstając z trawy.
Już po chwili domyśliłam się czemu był nie obecny.
Szedł w naszym kierunku kulejąc..
-Pewnie że to ja Neymar da-Silva Santos Junior.- ukłonił się przede mną całując w rękę.
Moje policzki przybrały kolor piwonii,
-A już myślałem że będzie moja to musiał przyjść!- Jordi zrobił smutną buźkę.
-Ty chwila ja jestem zajęta! I chyba mam coś do powiedzenia.- podparłam się rękoma patrząc na nich wyczekująco.
-Nie no pewnie.- wymruczał Dani.
-Zajęta?- zdziwił się brunet spoglądając na mnie z pod czapki Jordana. (Neymar)
-Marco Reus mówi ci to coś?- spytałam spokojnym tonem.
-Pewnie bardzo dobrze znam Marco.- wywrócił oczami.
-To teraz masz okazje bardzo dobrze poznać jego dziewczynę.- mrugnęłam do niego okiem.
-Żartujesz sobie??
-Nie jestem bardzo poważna.-wzruszyłam ramionami.
-Ten to ma szczęście.- palnął piłkarz, a ja walnęłam "faceplana".
W mojej kieszeni po chwili zaczął wibrować telefon.
-Może chcesz mu to sam powiedzieć?- uśmiechnęłam się widząc na wyświetlaczu zdjęcie Reusa.
-Nie rozmawiajcie sobie sami.- wzruszył ramionami idąc na krzesełka.
-Bartra idę się przejść wrócę jak skończycie trening.- posłałam wszystkim szeroki uśmiech i wyszłam ze stadionu oddzwaniając do Niemca.
-Hey kotek.- głos Dortmundziej "11"od razu wywołał uśmiech na mojej twarzy.
-Hey misiek.- mówiłam po Niemiecku, a ludzie mijający mnie patrzyli na mnie jak na odmieńca.
-I jak tam się bawisz? Co z tatą?
-Hm..jak ci to powiedzieć. Tatuś mój jest nawet nawet.. poznałam piłkarzy i w ogóle. Ale ja tęsknie za tobą..- wyjęczałam smutna.
-Czy to ma sens?!- zapytałam wściekła.
-Nie pytaj mnie, czy to ma sens, podobno wszystko po coś jest..

Od autorki:
Hejo...wiem nudny i krótki rozdział, ale w następnym obiecuję że będzie się działo dużo więcej.
Nowy około piątku/soboty.
Bajo...
Liczę na 11 komentarzy dacie radę? :D 

środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 15 "Dobra czyli szykuje mi się posada lokaja."

~*~

"Tylko ja sypiam w jego ramionach. To dla niego zostałam stworzona. Tylko mnie nazywa kochaniem. To mój teren pod jego ubraniem. [Wdowa.]"

 ~*~
Usiadłam przy oknie, zakładając na uszy słuchawki.
Myślałam że one pomogą mi się uspokoić, że dzięki nim nie rozkleję się jak małe dziecko, niestety pomyliłam się..
Pierwszą piosenką która dotarła do moich uszu była Ziarecki- Miało być pięknie.
Słysząc jej tekst powoli przymknęłam oczy, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza.
Miałam dosyć, nie mogłam pojąć tego co właśnie robię!
Uciekam od miłości mojego życia na całe 21 dni, tak postanowione, już zabukowałam bilet na lot powrotny na za trzy tygodnie.
Wiedziałam że dwa tygodnie to bardzo mało dlatego już przed wyjazdem postanowiłam że te siedem dni w te czy we wte  nikogo nie zbawi.
Może i nie byłam stu procentowo pewna jak przyjmie mnie mój tata, ale widząc swojego przyszywanego brata byłam pewna że choć trochę jest do mnie podobny i raczej szybko złapie z nim kontakt.
Ale pozory mylą..
Moje przemyślenia przerwał dźwięk telefonu, oznaczający że dostałam od kogoś sms'a.
Tak jak myślałam Reus..
-Jak lot ja już umieram z tęsknoty. <3
-Skarbie widzieliśmy się 20 minut temu, dasz radę, damy radę :* 
-No niby wiem, ale tak pusto bez ciebie w domu..*,*
-Hm... to idź do Mario, albo Roberta,czy Kuby? ;p
-No dobra to pójdę na Idunę pogram trochę pobiegam z piłką i mi przejdzie :D
-Jak chcesz.. życzę miłej gry :)
-A ja tb lądowania ;* Pa..
-Bajo.. ;* 
Pisząc z nim do samego końca miałam łzy w oczach.
To co pisał było takie słodkie że aż się rozpływałam.
-Trzymaj- usłyszałam czyjś głos za sobą i białą chusteczkę przed oczami.
-Dziękuje.- odwróciłam się chcąc zobaczyć kto był taki miły.
Oczywiście był to Marc.
Byłam mu wdzięczna, pomagał mi jak tylko mógł.
-Weź te torebkę z miejsca obok siebie.- puścił do mnie oczko, a ja wykonałam jego polecenie z szerokim uśmiechem na ustach.
-I jak gotowa już na zobaczenie pięknej słonecznej Barcelony?- uniósł jedną brew do góry.
-Na to tak.- machnęłam ręką, ukazując szereg białych zębów.
-A na co nie?- widać było że słucha mnie uważnie i obchodzi go moje samopoczucie.
-Wiesz nie wiem jacy są ci ludzie, czego oczekują, obawiam się spotkania z nimi.- westchnęłam ciężko wycierając mokre policzki.
-Nie martw się ja ich bardzo dobrze znam i powiem ci tyle że z Luisem jesteście jak dwie krople wody.- prychnął nieopanowanym śmiechem, za co dostał ode mnie w bok.
-Auł..- rozmasował bolące go miejsce.
-Pocałuj.- wskazał na swój policzek.
-Chyba w to miejsce nie dostałeś?- spojrzałam na niego z pod byka.
-Ale to będzie rekompensata za tamto i to że przez tyle czasu będziesz u mnie mieszkać.- wyszczerzył się jak głupi do sera.
-Jak ci to przeszkadza mogę spać w hotelu!?- fuknęłam oburzona zakładając ręce na piersi.
-Przecież żartowałem.- obił się barkiem o mój bark, chcąc mnie pchnąć na okno.
-Osz.. ty małpo!- poprawiłam się i zaczęliśmy się przepychać jak małe dzieci które pierwszy raz lecą samolotem.
-Ahaha..-wybuchnęłam śmiechem widząc jak piłkarz leży na podłodze, a stweardessa ma z niego taki sam ubaw jak ja.
-I z czego się tak ryjesz co, mam FOCHA!- naburmuszony siedział z głową zadartą do góry.
-A mam ci powiedzieć co znaczy to słowo.- krztusiłam się łzami od śmiechu, nie mogąc przestać.
-Fachowe ob..
-Dobra nie kończ tu są ludzie!- przytknął mi palec do ust, a ja niby poważnym wzrokiem obserwowałam jego niebieskie tęczówki.
-A gdzie Amber?- zdziwiłam się nigdzie nie widząc dziewczyny Bartry.
-Za nami, zasnęła już przy starcie.- no po prostu bosko jaka idiotka!
Dziewczyna śpi za nami, a ja jej nie zauważyłam!
Pewnie gdzieś cenią sobie taką spostrzegawczość!
-Aham.. nie zauważyłam.- walnęłam się w czoło, opierając głowę na jego ramieniu.
Byłam też już mocno zmęczona tym wszystkim, że nawet nie wiem kiedy gadając z przyjacielem odpłynęłam do krainy Morfeusza.
~*~
-Ej.. wstawaj lądujemy.-usłyszałam czyjś cichy szept, po czym runęłam na drugi fotel jak kłoda.
Okazało się że to brunet wstał obudzić tak samo Amb i to przez niego miałam bliskie spotkanie z tapicerką, powiedziałabym nawet że bardzo bliskie.
-Zabije.- wymamrotałam pod nosem, przeciągając się niczym rasowa kotka.
Założyłam na siebie bluzę która całą podróż znajdowała się na mojej torebce i spojrzałam na zegarek.
00:35 westchnęłam ciężko, przecierając piąstkami oczy.
-Przyjeżdżamy do ciebie do domu i idę spać!- oznajmiłam stanowczo z niemrawym wyrazem twarzy.
-Okey..okey.. nie mam nic przeciwko.- podniósł ręce do góry w geście obrony.
-Proszę o zabranie wszystkich swoich rzeczy i skierowanie się do wyjścia właśnie wylądowaliśmy.- przemilutki damski głos rozniósł się po całym pomieszczeniu.
Zabierając swoje rzeczy zrobiłam tak jak powiedziała kobieta.
Stojąc na pierwszym schodku za tłumem ludzi próbowałam dostrzec krajobraz Barcelony.
Niestety nie było mi to dane wszyscy pchali się na mnie nie zwracając uwagi że zaraz mogą włożyć mi swoje palce do oczu.
-Chodź.- chwycił mnie Bartra za ramiona i prowadził tak, dopóki nie poczułam gruntu pod nogami.
Pocałowałam go w policzek w podziękowaniu, a w tej samej chwili podbiegła do nas Amber z Iglesiasem.
-Dalej kto pierwszy po walizki!- pisnęła brązowooka, a mnie zamurowało.
W Dortmundzie byli zupełni inni tacy dorośli, opanowani, a tutaj?!
Od samego wyjścia zachowują się jak dzieci, co nie powiem, ale bardzo mi się podoba.
Wzięłam głęboki oddech klepiąc Barcelońską "15" po plecach.
-Dawaj ty nędzny piłkarzyno zobaczymy na co cie stać!- krzyknęłam biegnąc do przodu.
-Ah..tak!- ruszył za mną z cwanym uśmieszkiem.
    W domu byliśmy około drugiej.
Przejazd do domu chłopaka wcale nie zajął aż tak długo.. jednak wystarczył on żebym zobaczyła jakie to miasto jest naprawdę.
Oddane całkowicie swojemu klubowi! 
Wszędzie pełno plakatów o najbliższym meczu Fc Barcelony,w samochodach poprzyczepiane szaliki.. mogłabym wręcz powiedzieć że w żyłach każdego z mieszkańców, jak i każdej z rzeczy, rośliny czy zwierzęcia płynie bordowo granatowa krew.
Nikt się nigdzie nie spieszy, nie martwi co przyniesie nowy dzień.
Zaczynało mnie to bardzo wkręcać, chciałam poczuć się tak samo jak oni BEZTROSKO.
~*~
Puk..puk..
-Kto ma czelność budzić mnie z samego rana!- jęknęłam zamykając z powrotem oczy.
-To chyba ja.- wskazał placem na siebie szczerząc się Marc.
-Błagam cię daj mi spać, albo giń!- nie otwierając swoich paczadełek leżałam uśmiechnięta.
-A myślałam że przejdziesz się dzisiaj ze mną na trening, od razu poznałabyś ojca i chłopaków.- usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego zdziwiona.
-Ale że teraz??
-Nie, masz jakąś godzinę, chyba że to problem.- zmarszczył czoło siadając obok.
-Skąd, jakbyś mógł zrób mi śniadanie za 30 minut zejdę.- pobiegłam do walizki i zaczęłam wyciągać potrzebne mi ubrania.
-Dobra czyli szykuje mi się posada lokaja.- mrugnął do mnie okiem.
-A i owszem.- cmoknęłam ustami, wywalając go za drzwi.
Nocą gdy tylko podjechaliśmy pod wille nie miałam nawet ochoty ruszyć się nogą w innym kierunku niż łóżka.
Byłam tak padnięta jak chyba jeszcze nigdy, nie miałam pojęcia że lot może z człowieka wyssać całą chęć do życia.
Ubrałam się w szybkim tempie w białą boxerkę do której założyłam jeansowe spodenki i białe trampki.
Zrobiłam lekki makijaż i założyłam kilka bransoletek na lewą rękę, a prawą zdobił pudrowego koloru zegarek.
Rozpakowałam jeszcze kilka ubrań wraz z laptopem, zbiegając na dół.
-Gotowa zgłaszam gotowość do działania!..



Od autorki:
Nie mam pojęcia co powiedzieć naprawdę.. 
Ten rozdział może nie jest idealny, ale w następnym będzie się tyle działo że masakraaa...
Jenak nie wiem czy zostaniecie ze mną do tego czasu.
7 komentarzy pod ostatnim rozdziałem..:c 
Co się z wami dzieje..
Ja wiem były święta teraz wraca szkola, ale jeżeli jesteście to napiszcie choć jedno słowo w komentarzu nawet literkę, a to pomaga uwierzcie.
12 komentarzy następny rozdział.
Przepraszam ale muszę tak zrobić.. :( 
No nic mam nadzieję że nie zawiedźcie bo wyświetleń mamy ponad 7500 tysiąca.
P.S
Chciałabym was serdecznie zaprosić na bloga który ostatnio bardzo mnie uwiódł, choć jest tam dopiero Prolog dziewczyna widać że zaczyna. Pomożemy jej:
- samandneymar.blogspot.com
I do następnego *.*