wtorek, 14 października 2014

Rozdział 10 "Życie ci nie miłe?!"




~*~
-Camila?!- stałam zdezorientowana przed moją siostrą, całą poobijaną, posiniaczoną, zmasakrowaną! 
-Co ci się stało?- zasłoniłam dłonią usta, i bez większego zastanowienia wciągnęłam ją za rękaw kurtki do środka.
Teraz nie było dla mnie ważne to ile przez nią wycierpiałam, ile łez wylałam w poduszkę, ile bólu czułam narastającego z dnia na dzień coraz szybciej.
Pomimo wszystko jest moją rodziną, a rodziny nie zostawia się bez pomocy.
Gdy ściągnęła kurtkę zobaczyłam zadrapania na jej rękach.
-Kto ci to zrobił?- chwyciłam ją za nadgarstki, a ta syknęła z bólu.
W błyskawicznym tempie zabrałam od niej swoje ręce.
Kucała zakrywając twarz włosami, bez zbędnych słów przykucnęłam obok i podniosłam jej podbródek tak że spokojnie mogłam patrzeć w jej oczy.
Strach.. to mało co w nich panowało, iskierki ognia jakie zawsze w nich widniały wypaliły się! Zastąpił je żal, żal do ludzi, do otoczenia.
Obawa że ktoś znów ją skrzywdzi.
-Ja..ja..ja cie przepraszam, Cind- nie dałam jej dokończyć, szybko wzięłam ją w ramiona. 
Wiedziałam że żałuje, musiało być jej cholernie trudno tu przyjść, ale jednak.. zrobiła to i dzięki temu wygrała coś.
To nie rzecz którą można chwycić, albo dostrzec gołym okiem.
Miłość, siostrzana miłość, tyle zawsze mogę jej dać, jeżeli tylko będzie tego chciała.
-Choć- wstając, wyciągnęłam do niej dłoń.
Uniosła wzrok ku górze i powoli podnosząc się również do pionu, poszła ze mną do kuchni.
-Chcesz się czegoś napić?- podeszłam do kuchenki.
-Wody.- uśmiechnęła się gorzko.
Powoli z szafki wyciągnęłam dwie szklanki i wlałam do nich zimną, mineralną z lodówki.
Położyłam je na wysepce, siadając na przeciwko dziewczyny.
-Teraz masz mi wszystko wytłumaczyć.- powiedziałam stanowczo.
-Mhm..- wymruczała nie będąc pewna chyba od czego zacząć.
-To wszystko przez niego, znów się napił, nie panował nad sobą, wszedł do twojego pokoju, rozejrzał się po nim i ogarnął się że brakuje w nim twoich rzeczy. Stwierdził że ja ci je dałam jesteśmy w spisku. Próbowałam mu wytłumaczyć że to nie prawda, lecz nie rozumiał. Chwycił wazon i uderzył mnie nim. Straciłam na chwilę przytomność. Odzyskałam ją leżąc w swoim pokoju. Rozejrzałam się w po nim, w rodu siedział on. Był schlany w trupa, myślałam że śpi. Wstałam i poszłam do drzwi, ale myliłam się.
Zaczął się ze mną szarpać, z całej siły rzucając mnie na łóżko. Zaczęłam krzyczeć i się miotać.. to nic nie dało, on mnie..- rozpłakała się nie mogąc dokończyć. 
Słuchając tego miałam ciarki na całym ciele, skrzywdził ją jeszcze bardziej niż się tego spodziewałam.
Krajało mi się serce jak tylko na nią spoglądałam.
Biedna krztusiła się łzami.
-Cii.. spokojnie- pokuśtykałam do niej na jednej nodze, szybko obejmując.
-Nie chciałam..ja tak ba-r-dz-o nie ch-cia-łam- taiła się, brała głębokie oddechy po każdej prawie literce jaką mówiła.
-Wiem- gładziłam ją po głowie. Próbowałam choć trochę uspokoić te, niewiarygodną sytuacje.
~*~
-Proszę- trzymając się o kulach dałam jej chusteczki.
-Nigdzie się stąd nie ruszaj, pójdę się przebrać i zaraz do ciebie wracam.- leciutko się do niej uśmiechnęłam, co ta krzywo, ale przynajmniej odwzajemniła.
Ruszyłam na górę. 
-O nie, nie, nie.- otwarłam drzwi od sypialni.
-Wstajemy kochanie.- przegryzłam płatek ucha chłopaka, po czym załagodziłam to delikatnym pocałunkiem.
-Mmm..- usłyszałam grymas ze strony Marco.
-Pff.. chciałam po dobroci!- zwaliłam go z impetem z łóżka na lodowatą i twardą podłogę.
-Aał..!- podniósł się trzymając za bark.
-Wole wersje A.- przyciągnął mnie do siebie i już chciał pocałować, ale przymknęłam jego usta opuszką palca.
-Nie teraz, mamy mały problem.- westchnęłam ciężko, odsuwając się kawałek dalej.
-Jaki?- zdziwił się patrząc w moje tęczówki.
-Camila- wymamrotałam bardzo cicho.
-Kto?
-Nie karz mi powtarzać, wiem że słyszałeś.- założyłam ręce na piersi, zwieszając głowę w dół.
Wytłumaczyłam mu wszystko jak najszybciej tylko szło i bez zbędnych jego pytań, ubrałam się i zeszłam z powrotem na dół.
-Już jestem!- krzyknęłam wpadając do salonu, pocierając o siebie ręce.
Pusto! Nie było jej tam.
Usiadłam na kanapie i przytrzymałam głowę rękami z dwóch stron.
Nie powinnam jej zostawiać! 
Obwiniałam się patrząc tempo w dywan.
-Ja pierdole!- walnęłam otwartą dłonią o mały szklany stolik.
-A to co?..- zauważyłam kartkę na nim z obok leżącym długopisem.
"Przepraszam że w ogóle tu przyszłam. Nie powinnam, wiem że jesteś dobra, ale nie potrzebuje litości. Zapomnij że tu byłam, co ci mówiłam. Dam sobie sama radę. Dziękuje za wszystko, ale tak będzie dla nas lepiej.
                                                        Camila"
-Marcoo...!- krzyknęłam roztrzęsiona.
-Tak- zbiegł w samych bokserkach do mnie.
-Spójrz.- śwignęłam w jego stronę ten cholerny list.
Podeszłam do drzwi i zaczęłam ubierać buty.
-Pff..- przeczesał włosy ręką.
-Nie wiem co o tym myśleć- wypalił lampiąc się w kartkę.
-Ja też.- ściągnęłam z wieszaka swoją torebkę.
-Gdzie ty się wybierasz?!- wstał i zbliżył się do mnie.
-Idę ją znalezć nie zostawię jej tak!- schowałam telefon do kieszonki w torbie i zawieszając ją na ramieniu, chwyciłam klamkę.
-Obiecaj mi że nie zrobisz nic głupiego? Ubiorę się i zaraz do ciebie dołączę, okey?- chwycił mnie i rozkazał siłą uchwytu spojrzeć na siebie.
-Dobrze.- pocałowałam go w policzek, pocierając go potem palcem.
-Pa.- wyszłam kierując się w ważną dla mnie stronę.
Ta szuja zapłaci za wszystko, za to co mi zrobiła i jej, zabije go jak będzie trzeba!
Powtarzałam sobie w myślach.
Zniszczył mi tyle lat życia, nie postąpi tak samo z nią! Po moim trupie..
Moje szybkie tempo chodu, sprawiło że po niespełna dziesięciu minutach byłam na miejscu.
Wygrzebałam stare klucze i przekręcając je w zamku, uchyliłam drzwi.
Byłam pewna na sto procent że schlany śpi u siebie w pokoju.
Wzięłam głęboki wdech i tak jak mnie nogi kierowały szłam w stronę pomieszczenia.
Powoli, po cichu, żeby za szybko go nie obudzić..
Nie spał, siedział na łóżku z flaszką i patrzył w okno.
-Hah.. to było pewne że wrócisz.- wysyczał odwracając się.
-Tak, na pewno byłeś pewien że cie odwiedzę? Uu.. no proszę, jednak jesteś w jakimś stopniu inteligentny, wódka całego rozumu ci nie wyżarła.- opanowana spokojnie mówiłam, to co zawsze chciałam.
-Haha.. nie boisz się mnie? To lepiej zacznij!- wstał i rzucił w moim kierunku butelką.
Rozbiła się na tysiące kawałków, uderzając o ścianę.
-Ups..pudło.- wypaliłam sarkastycznie.
-Przesadzasz- ryknął na mnie.
-Jestem twoim ojcem! Należy mi się szacunek!- wrzeszczał na mnie.
-Nie jesteś moim ojcem, mój ojciec nie żyję. Nigdy nie dorastałeś mu nawet do pięt, pojmij to w końcu. Nigdy nie traktowałam cie tak jak go i nigdy nie zacznę!- krzyknęłam rozdrażniona.
-Ty suko! Zabije cię!- podchodził do mnie, a ja cofałam coraz bardziej w tył.
-Już jesteś martwa- chwycił nóż z blatu komody, a ja szybko wbiegłam do łazienki i się w niej zamknęłam.
-Otwieraj!
-Nie!
-Otwieraj! 
-Nie!
-Zobaczymy- walnął w drzwi pięścią.
Zsunęłam się po ścianie i wybrałam numer Reusa.
-Przepraszamy, ale numer jest poza zasięgiem sieci.-
-Tylko nie to- drzwi wleciały do pomieszczenia wraz z zawiasami.
-Mówiłem nie igraj ze mną. Sama chciałaś!
-Aaa...!




~*~
Hey :D
Nastraszyłam was ? 
Macie ciary? 
O to chodziło :* 
Heh.. ostatnio tylko 9 kom, musicie się poprawić :D 
Nie no żart. 3356  wejść
Dziękuje *.*.*.*.*.*.*
Po prostu jak to zobaczyłam aż się popłakałam ;( 
Ale cóż ze szczęścia mogę :) 
Dziś chcę także coś komuś dać.
KINGA! 
To o tobie mowa. Motywujesz mnie jak nikt inny, dajesz siłę i chęć pisania. Jesteś moim aniołkiem dzięki któremu pisze :* Wyjątkowa jesteś, nie wiem czy znajdę kiedyś kogoś podobnego do cb. I rozdział nie może być dla nikogo innego.
Motywacja i wola walki jest dzięki tobie moimi priorytetami.
A twój blog..
Bajaka. Piszesz sto razy lepiej niż ja, ale nie wytykasz mi tego że jestem gorsza.
Jestem też świeżą blogerką i wprowadzasz mnie też w jakiś sposób do blogera. 
Może nie mówiąc to jest tu, a to tu, ale jednak.. :* 
P.S Jeszcze raz dziękuje i wszystkim moim czytelniczką polecam tego bloga:
serce-nie-slugaa.blogspot.com

To już 10, pobijmy rekord komentarzy 15 :D 


sobota, 4 października 2014

Rozdział 9 "Jeśli nie masz wyboru pozostaje Ci przetrwać, jeśli masz przejebane, to zęby zaciśnij, nie płacz."



~*~
Siedziałam na jego kolanach całkowicie oddana chwili.
Marco delikatnie gładził moją rękę opuszką swojego palca, ciemne niebo rozświetlały miliony gwiazd.
Nie bałam się że jak w bajce o mojej imienniczce (kopciuszku) czar pryśnie.
Nie miałam chyba do tego podstaw, jest dobrze po północy, a Marco nadal ogrzewa mnie swoim ciałem jak i bluzą.
-Wiesz co?- odwróciłam głowę w jego kierunku.
-Hm..- wymruczał zmysłowo, swoim nosem drażniąc skórę mojej szyi.
-Byłam pewna że nie odwzajemniasz moich uczuć, w pewnym momencie kompletnie w  to zwątpiłam że kiedyś mogę z tobą być i to taka szczęśliwa, nosić twoje bluzy- lekko się uśmiechnęłam patrząc co mam na sobie i do kogo to należy.
-przytulać do ciebie, budzić przy tobie i bez żadnego opamiętania całować twoje usta.- mówiłam nie mogąc przestać. Wychodził powoli z tego bardzo dobry monolog, a nie dialog.
-Przestań już..- wymamrotał po czym swoimi idealnymi wargami zaczął smakować moje.
-Też cię kocham.- uśmiechnął się szeroko, zabierając z mojej twarzy niesforny kosmyk włosów jaki wyleciał z koka, którego niedbale chwilę temu splotłam.
-Ja ciebie też- wysapałam prosto w jego usta, na co chłopak roześmiał się ukazując swoje śnieżnobiałe ząbki.
-Wracamy?- spytał po chwili, gdyż robiło się coraz bardziej zimno.
-Mhm..- podniosłam się o własnych siłach na brązowe deski pomostu.
Niestety przy tym krzyżując nogi, zaczęłam się chwiać i tracić równowagę.
-Aa..- chwyciłam za rękaw bluzki piłkarza i po chwili znaleźliśmy się w lodowatej wodzie.
-Ple..ple- nałykałam się dość dużo.. słonej? Kwaśnej? W każdym bądź razie ohydnej wody.
-Hahahahaha..- prychnął śmiechem chłopak, trzymając mnie w pasie żebym przez gips nie poszła przypadkiem na dno.
-I z czego się śmiejesz też jesteś mokry.- oburzona założyłam ręce na piersi.
-No i co z tego, to nie przeze mnie wylądowaliśmy w jeziorze.- wybuchnął nieopanowanym śmiechem, a ja nie dowierzając zaczęłam kręcić głową.
-Marco tu jest cholernie zimno.- zadrżałam z grymasem na ustach.
-To cie rozgrzeje.- ujął moją twarz w swoje duże dłonie i delikatnie musnął moje wargi, po czym coraz bardziej zachłannie wpijał się w nie, niczym pijawka.
-I jak cieplej- odsunął się ode mnie tak że stykaliśmy się czubkami nosów.
-Mhm..- przegryzłam wargę, rumieniąc się.
~*~
Weszliśmy do starego pokoju piłkarza cali mokrzy.
Tak właściwie, to ja nawet nie szłam bo piłkarz niósł mnie od połowy drogi.
Byłam tak senna że mało co nie zasnęłam w jego ramionach..
-To co idziemy spać?- spytał z cwanym uśmieszkiem.
-No raczej.- walnęłam go w bok za zboczone myśli.
-Auć..- udawał że go to bolało, a ja w tym czasie wyciągnęłam z jego szafy oficjalną bluzkę Borussi.
-Nawet tu je masz?- zmierzyłam go wzrokiem, a ten wzdrygnął ramionami i ruszył do łazienki.
-Otwieraj!- walnęłam pięścią o drewniane drzwi.
-Chcesz ze mną brać prysznic ? 
-No raczej że NIE! 
-No to po co każesz mi otwierać? 30 Minut.
-Chyba cię głowa boli!- wrzasnęłam a ten puścił wodę i już mi nie odpowiedział.
-Ugh..- usiadłam na łóżku z wielkim fochem na Reusa.
Siedziałam bezczynnie wsłuchując się w cisze panującą dookoła mnie.
To powoli może zaczynać uwierzcie..
     -Wreszcie!- krzyknęłam, gdy wyszedł z ręcznikiem przewieszonym na szyi.
-Proszę bardzo- wskazał gestem ręki na łazienkę w której po chwili się znalazłam.
-Ooo..matko- zasłoniłam dłonią usta.
Wielka wanna cała wypełniona aż parującą wodą piana i świeczki.
Ludu.. a ja tak go potraktowałam.
Walnęłam się w czoło, wściekła na swoją głupotę.
Zanurzając się czułam każdą część swojego ciała.
To było takie przyjemne jak jeszcze nigdy.
Pomimo trudności jakie sprawiał mi gips, byłam uśmiechnięta i pełna nadziei że to już koniec moich wszystkich zmartwień.
Jutro wracam z Marco do domu i zostaje tam na stałe.
~*~
Usłyszałem jak drzwi się otwierają i w nich ujrzałem ją.
Czarne koronkowe majtki, moja bluzka i włosy spięte standardowo w kuca.
Cinderella.. moja dziewczyna.
Do tej pory ciężko mi w to uwierzyć, bezbronna, krucha, śliczna, pełna pozytywnej energii.. IDEALNA.
I na dodatek cała moja.
-Dziękuje.- szepnęła wtulając się we mnie.
-Nie masz za co- uśmiechnąłem się całując ją w czoło.
-Śpij dobrze.- pogładziłem ją po głowie.
~*~
Błagam..błagam..błagam..!
Zabrać mnie od tych wariatów.
Jeszcze nie widziałam drużyny piłkarskiej która tak się zachowuje.
W ogóle nigdy nie widziałam drużyny piłkarskiej, ale mniejsza o to..
Jakub z Mario tańczyli na stole schlani w trupa.
Robert z Mortizem ledwo trzymając się na nogach pili kolejne drinki robione przez Kevina.
A cała reszta nie była lepsza.
Co  chwile mieli jeszcze lepsze pomysły..
Wróciliśmy nie całe 6 godzin temu do domu, a oni zdążyli zorganizować taką imprezę w domu Błaszczykowskich.
Szczęście że Oliwki nie ma w domu, bo raczej nie mogli by aż tak się wygłupiać.
Siedziałam na kolanach Marca pijąc drinka zrobionego przez Agatę.
Tak, ta osoba była najbardziej zadowolona z mojego powrotu, nie żeby reszcie coś nie pasowało.. po prostu z nią zżyłam się najbardziej.
-Gramy w butelkę !- usłyszałam czyjś krzyk, a po chwili na dół zbiegł Łukasz ze szklanym przedmiotem w ręku.
-Tak!- wrzasnął uradowany tą wiadomością Kuba.
Widziałam minę Agaty, gdy na niego patrzyła.
Współczułam jej i to bardzo, bo jutro ona będzie musiał donosić mu wodę i tabletki, a nie jego kumple którzy doprowadzili go do tego stanu.
-Dobra.- machnął ręką Lewandowski.
Wszyscy pomału zbieraliśmy się w kółku, jak do domu wszedł Marc i Amber.
Cholera kto ich tu zaprosił!?
Usiedli nie daleko mnie i czekali na rozwój wydarzeń.
Kilka kolejek beze mnie i Marco co bardzo nas cieszyło.
-No to teraz ja!- krzyknął Mario i zakręcił.
Tylko nie ja. Proszę !
-Cind- uśmiechnął się cwaniacko, a ja stojąc kilka metrów od niego czułam znienawidzoną woń czystej wódki.
-Tak słucham cię ?- wyszczerzyłam się ukazując szereg białuch ząbków.
-Pytanie czy wyzwanie?- spytał unosząc lewą brew do góry.
-Pytanie.- posłałam mu buziaka z ręki, i żeby nie wybuchnąć śmiechem, przegryzłam od środka policzki.
-Czy łączyło cie coś z Marciem ?- zerknął na Bartre następnie na mnie i założył ręce na klatkę piersiową.
Skąd mu się wzięło to pytanie?!
-Yyy..ja..yyy..tak.- zaczęłam się jąkać nie wiedząc czy kłamać czy mówić prawdę.
Jednak to drugie wzięło górę.
Wszyscy patrzyli na mnie z otwartymi szeroko oczami, zapanowała ciężka do przerwania cisza.
-Co?- Reus nie mógł w to uwierzyć, wstając z fotela za mną, szybko chwycił mnie za rękę i zaprowadził na taras.
-Ty i Bartra!? Mój najlepszy przyjaciel.
Cinderella!- nie mógł się opanować.
-Marco, to był jeden pocałunek pod wpływem impulsu, on nic dla mnie nie znaczy.- podeszłam bliżej niego i wtuliłam w jego tors.
Słyszałam nierównomierne bicie jego serca, które z sekundy na sekundę stawało się coraz cichsze i spokojniejsze.
Objął mnie swoimi ramionami i schował twarz w moich rozpuszczonych włosach.
-Nie chcę przez taką głupotę cie stracić.- wymamrotałam żałośnie.
-Nie stracisz.- wyszeptał delikatnie muskając skórę mojej szyi.
-Wiem że powinnam ci to wczoraj powiedzieć, ale nie potrafiłam
-Rozumiem cię- odparł przekonująco  obejmując mnie mocniej w pasie.
~*~
Rano obudziłam się ze strasznym bólem głowy.
KAC MORDERCA NIE MA SERCA ! 
Ześlizgnęłam się z łóżka i człapiąc po schodach z kulą znalazłam się w kuchni.
Wyciągnęłam z szafki proszki przeciwbólowe i popiłam dużą ilością źródlanej wody.
Nie wypiłam za dużo, a złapał mnie tak potworny ból głowy.
Ciekawa jestem w takim razie jak trzymają się chłopacy z drużyny Marco.
Włączyłam radio i stwierdziłam że czas najwyższy coś zjeść bez odruchu wymiotnego jak w domu rodziców Reusa.
Jego mam gotowała bardzo dobrze, ale jej pytania do mojej osoby sprawiały że odechciewało mi się połykać to co miałam w buzi.
Była strasznie oschła do mnie i nie wiedziałam czym to jest spowodowane.
Jego tata na początku zdawał mi się gorszy, ale pomyliłam się co do tej osoby.
Ta część rodziny jest najbardziej gościnna i kulturalna, ta druga nie koniecznie.
-Powiem to jednym tchem, to czysta formalność i ty o tym wiesz. Dawno już jak te dwie flagi na wietrze miotamy się.- nuciłam krojąc bułki i smarując masłem.
Nagle jednak ucichłam słysząc pukanie do drzwi.
Podeszłam do nich i lekko uchyliłam.
Stała w nich Camila miała posiniaczoną twarz..



"Jeśli nie masz wyboru pozostaje Ci przetrwać, jeśli masz przejebane, to zęby zaciśnij, nie płacz."

~*~
Wow! Napisałam wreszcie ten rozdział :D 
Jednak wiem że jest do dupy i krótki :/
Ale cieszy mnie liczba komentarzy dziewczyny 13?! 
Postarałyście się za co dziękuje <3
A rozdział macie dzięki dwóm osobom które mnie mobilizują.
Tak mnie nogi wczoraj po dyskotece bolały a zamiast spać pisałam dla was ! :* mam nadzieje że docenicie prosto od serducha rozdział :D 
A teraz czekam na 14 kom, bo wiem że tyle was jest i na następną niedziele macie naxta <3 
*.*






sobota, 20 września 2014

Rozdział 8 "Uczucia są niebezpieczne. Jeśli się zaczyna coś czuć, traci się odporność."

~*~
"Mam szacunek do przyjaźni, 
Mam szacunek do miłości.
Cenie uczucia w człowieku, a nie jego posiadłości.
Mam szacunek dla prawdziwych,
Mam pogardę dla fałszywych.
Zaciskam piąchy za te wszystkie wyrządzone krzywdy."


~*~
Stałam ledwo trzymając się na nogach oparta o granitowy blat w kuchni.
Ciężko oddychałam, trudno było mi złapać powietrze.
I pomyśleć że wszystko przez nerwy i stres!
Chyba nigdy sobie tego nie wybaczę, żeby przez taką błahostkę, doprowadzić swoje ciało do takiego stanu.
Drżałam cała z zimna panującego dookoła mnie.
Pierwszy raz w domu Reusa zastałam taki chłód, a zwłaszcza z rana.
Ale chwile później ogarnęło mnie ciepło bijące od czyjegoś ciała.
Ręce bardzo dobrze znanej mi osoby oplotły się w okół mojej talii, jego palce założone na siebie znalazły się na moim brzuchu, a w środku niego wszystko się topiło.
Działał na mnie aż tak że ledwo co mogłam wydusić z siebie ciche westchnienie.
Delikatnie kołysał się ze mną z boku na bok, jego świeży miętowy oddech drażnił skórę mojej szyi.
-Czemu wstałaś? Lekarz kazał ci leżeć..- wymruczał z lekką chrupką.
-No wiesz nie mam zamiaru drugiego dnia przeleżeć. Starczy że wczoraj nie poszedłeś przeze mnie na imprezę.- zgryzłam wargę wymawiając te słowa. Było mi tak cholernie głupio.
-To nie twoja wina, po prostu za bardzo się denerwujesz i przemęczasz nogę.
-No dobra, dobra. Ale dziś nie leżę cały dzień w łóżku!- byłam stanowcza pomimo że w środku, gdy słyszałam jego głos wszystko unosiło się do góry, sprawiało że chciałam latać.
-Pewnie i tak miałem zamiar zabrać cię w pewne miejsce.
-Jakie?- odwróciłam się w jego stronę że nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.
-Nie powiem..
-Plose..- zrobiłam maślane oczka próbując coś zdziałać.
-Nie ma, tak mnie nie przekonasz.- skończony egoista! Przecież ja muszę wszystko wiedzieć, zawsze i wszędzie! 
Czy on tego nie pojmuje ?!
-Marco.- dałam mu buziaka w policzek i wtuliłam w jego klatkę piersiową.
-To niespodzianka.
-Nie lubię niespodzianek.- wytknęłam do niego język, po czym własnymi siłami wdrapałam na blat koło kuchenki.
-Trudno wytrzymasz.
-Dupek- wymamrotałam mijając go i kuśtykając kierowałam się w stronę salonu.
-Na 12 bądź gotowa?
-A kto powiedział że gdzieś się wybieram?- spytałam sarkastycznie choć znałam odpowiedź na to pytanie.
-Ja- prychnął śmiechem idąc na górę.
-To ja nie wyrażam na to zgody.
-Nie musisz jak coś to cie porwę z mojego domu!- uśmiechnął się cwaniacko i zniknął za ścianą.
-Wołami mnie stąd nie wyciągniesz.
-Ale czołgiem już tak.- wybuchnął śmiechem, a ja nie dowierzając zaczęłam kręcić głową i przerzucać kanały w TV.
Jak zawsze same dramaty, komedie, telenowele i durne kreskówki.
Nic, absolutnie nic sensownego.
Jednak.. po jakiejś godzinie natrafiłam na jakiś stary wywiad z Luisem Enerique, obecnym trenerem FC Barcelony.
Tak, to było właśnie o przejściu do mojego ukochanego klubu.
-Ooo.. co oglądasz?- klapnął koło mnie Bartra zabierając pilota.
-Łe.. tam to stare, pytają się tu tylko o jego rodzinę, chęć założenia kolejnej z nami jako jego pionkami do gry.- dziwnie to strasznie ujął. -Oraz o jakiejś jego córce ze starego związku z młodzieńczych lat, ale ona ponoć nie żyje od dawna.- powiedział cicho, a ja rozdziawiłam buzie nie dowierzając.
-Bo ci mucha wleci!- uśmiechnął się szeroko.
Nie mam pojęcia czemu, ale zainteresowała mnie ta informacja.
Wiem że to może dziwne, lecz jakby okazało się że to mój tata?
Nie no o czym ja myślę! 
Jego córka nie żyję, a ja sobie jakieś drugie dno w tej sprawie znajduje.
-To trochę przykre.
-Może i tak, ale Luis jej nigdy nie widział i jak sam twierdzi ma syna, nie potrzebuje jakiejś tam córuni!- wycedził ostro, a ja trochę pomimo wszystko zmęczyłam to jakże krótką rozmową.
-Idę na górę.- stwierdziłam i powoli udałam się do sypialni Marco.
Boshe.. 10 a ten idiota jeszcze śpi!
-Pobudka- walnęłam go poduszką.
-Co?
-Wstajemy!- wydarłam się tak że runął na podłogę razem ze mną.
-Złaz za lekki to ty nie jesteś- uderzyłam go w plecy.
-A pójdziesz dziś ze mną ?
-Reus..!
-Odpowiedz mi na pytanie.
-No tak głupolu, moja noga cholera!
-Przepraszam, ale musiałem.
-Pff..- usiadłam na łóżku i odgarnęłam niesforne kosmyki włosów z twarzy.
-Farbowany blondasek..- wymamrotałam pod nosem.
-Słucham?- podchodził coraz bliżej mnie.
-Odejdź zmoro nieczysta!
-Musi być nauczka.
-Nieee... hahahaha..- zaczął mnie łaskotać.
-Ahaha.. M-a-r-c-o..!- wiłam się pod nim jak nienormalna.
Musiał mieć ze mnie naprawdę niezły ubaw.
~*~
Od pięciu minut leżałam cała zasypana ciuchami wraz z małą Błaszczykowską.
Odwiedziły nas z Agatą dosłownie chwilkę temu i jak tylko usłyszały że wychodzę w dwie się mną zajęły.
Oliwka w postaci zabawy na łóżku moimi sukienkami i bluzkami, a starsza wyrzucała wszystko z moich walizek.
Hm.. może w końcu przez to je rozpakuje?
-Ple..ple..ple- maleńka zaczęła przedrzeźniać swoją mamę która mówiła tylko dwa słowa.
-Nie.
-Przymierzysz.
Na całe szczęście nie mogła gniewać się na mało rozumiejącą córeczkę, a mnie rozbawiła ona do reszty.
Z chęcią pomogła bym jej wkurzać Agatkę, ale jakoś wole nie widzieć jej wściekłości.
-A gdzie tak w ogóle  macie Kubę ?
-Odsypia po wczorajszym.- przekręciła oczami blondynka.
-No tak.- walnęłam się w czoło i w właśnie tym momencie zobaczyłam co przykuło uwagę koleżanki.
Moje bandaże, a pod nimi największy gojący się ból świata!
-Założysz sukienkę?- spojrzała na mnie jakby wszystko już wiedziała.
-Mogę jak jest ciepło.
-No jest, a to?- dotknęła mojej ręki.
-Ał..- syknęłam z bólu.
Jak nikt tego nie dotykał ran było bosko, lecz jak ktoś dotknie mi tego w samym środku najmocniejszej rany?! 
Nie ma czego mi się dziwić!
Boli okropnie i przypomina.. Tak dużo..
-Przepraszam- objęła mnie, a po miej na kolanka wskoczyła mi Oliwka.
-Nic się nie stało, ale chyba nie muszę ci tłumaczyć co to jest?! 
-Nie Marco nam trochę powiedział dlatego ostatnio byłam cicho, ale teraz mnie tknęło.- usiadła obok.
-Ta jest piękna- wskazała na krótką letnią sukienkę.
-W takim razie idę się ubrać i już wracam do was.- skradłam buziaka kruszynce na moich nóżkach i delikatnie żeby nie naruszyć mojej nogi w gipsie położyłam ją koło jej mamy. 
    Szybko jak na moją sytuacje, znalazłam się w wannie.
Umyłam po czym całe ciało wytarłam miękkim ręcznikiem i się zaczęło.
Mocny makijaż? Delikatny? Proste włosy ? Spięte? 
Na moje szczęście za ścianą miałam moje wierne pomocniczki i wyglądałam jak księżniczka.
Tak, z kopciuszka w księżniczkę.
Choć i tak na zawsze tak nie zostanie, czar w pewnej chwili pryśnie.
Chciałam się cieszyć że pomimo wszystko teraz wyglądam wspaniale.
~*~
-Baw się dobrze.- usłyszałam szept za mną i szeroki uśmiech Agaty.
-Dziękuje- pożegnałam się z małą jak i jej mamą po czym podeszłam do samochodu Niemca.
Szybko podszedł do mnie i pomógł wejść do samochodu.
-Dzisiaj ja wybieram muzykę- dorwałam się do jego radia jak i karty pamięci.
-Co ty tu masz?
-Dno,dno,dno- chwyciłam się za głowę i podłączyłam szybko mój telefon do tego urządzenia.
-Masz wybór?- zerknęłam na niego.
-Rap w wykonaniu dziewczyn albo chłopaków.- byłam stanowcza.
-Faceci- szybko dał mi odpowiedz, a z głośników wybił się mój ulubiony raper, jak i jego piosenka.
-Tańcz gdy w klubie błyszczy ultrafiolet widać po oczach że kochasz czasem tracić kontrolę..- nuciłam pod nosem tekst nie mogąc się na niczym skupić.
Zdawało mi się że jesteśmy gdzieś za miastem gdy samochód stanął.
-Co jest?- zdziwiłam się bo staliśmy w środku jakiegoś lasu przez który biegła szosa.
-Nic..- mruknął niezadowolony.
-Dobra nie odzywam się- wystawiłam ręce w geście obrony.
-Chyba jakoś się zgubiłem.- patrzył na mapę w swoim telefonie.
-Słucham?- myślałam że się przesłyszałam, jechaliśmy w samochodzie już jakieś 3 godziny, a ten twierdzi że się pomylił i nie wie gdzie jest!
-Powiedz że to żart.- zerkałam na niego zaskoczona.
-A widać żebym się śmiał?!- zmierzył mnie wzrokiem i krzywo uśmiechnął.
-To co robimy?- spytałam patrząc że koło nas ludzie normalnie przejeżdżają i jadą do swojego celu.
-Jedziemy- lekko się uśmiechnął.
-Ale gdzie? Bo tyle że jedziemy to też mogłam się zorientować!- patrzyłam na niego strasznie poirytowana.
-Zobaczysz.- wydęłam usta w geście oburzenia.
Oparłam głowę o okno i resztę trasy przesiedziałam w milczeniu patrząc na piękne krajobrazy.
~*~
Zatrzymaliśmy się przy dość dużym drewnianym domku przy jeziorze.
Rozglądałam się dookoła powoli stawiając nogi na ziemi.
Tak, właściwie kule i prawą nogę.
Zerkałam na blondyna ciekawa gdzie mnie przywiózł, gdy z chatki wyszedł starszy facet, a za nim chyba jego żona w fartuszku.
Pewnie coś gotowała..
-Synku co ty tu robisz?- usłyszałam po czym zamarłam nie wiedząc gdzie się ruszyć i co zrobić.
Najchętniej zniknęła bym stamtąd od tak.
-A tak wpadłem w odwiedziny z moją przyjaciółką.- wskazał na mnie, a ja sztucznie uśmiechnęłam grożąc wzrokiem Reusowi.
Ja go dziś zajebie, jak tylko będziemy sami normalnie go uduszę!
-Dzień dobry- uściskałam dłoń mamy jak i taty chłopaka, po czym chwile zastanowiłam.
Czy on miał od samego początku taki plan?! Czy to jakaś wersja B na szybko?!
  Weszliśmy do środka a mnie zatkało, z zewnątrz to wyglądało tak skromnie, a w środku jak w pałacu!
Moje oczy musiały wyglądać jak pięciozłotówki.
Choć i tak ja chyba w tym momencie byłam największą atrakcją w tym domu.
Matka blondyna wciąż lustrowała mnie spojrzeniem od stóp do głów.
Czułam się okropnie,
Wiedziałam że teraz to sobie o mnie pomyśli, złamana noga, ręce w bandażach..
Wyglądałam jak jakaś chora psychicznie, albo gorzej.
-Gdzie się poznaliście?- spytał brunet siedzący na przeciwko.
-W dyskotece..- wycedził piłkarz.
-Cinderella to tancerka.- dodał po chwili.
-Striptizerka- emeryt lampił się na mnie jak na małpy w zoo.
-Nie, ona uczy tańca.
-Yghm..- zakaszlał jakby celowo patrząc na mnie jego tata, a ja płonęłam niczym żywa pochodnia.
-Marco choć na chwilę..!- krzyknął damski głos w kuchni.
-Nie zostawiaj mnie- wyszeptałam błagalnie, ale ten mnie nie posłuchał.
-Mami synek!- wypaliłam wściekła dość głośno.
~*~
-Dziękuje że wyszliśmy.- dałam buziaka w policzek chłopakowi.
Od czterech godzin byłam w tym domu, a czułam jakby minął rok.
-Nie ma za co, wiem że oni potrafią być..
-Chamscy, wredni, niemili, irytujący?- przerwałam mu, a ten lekko uśmiechnął.
Wiedział dobrze ze nie pod pasowali mi tak jak ja im.
Jego matka pół godziny truła że mam ściągnąć te bandaże, gdy wcisnęłam jej kit że są mi potrzebne bo nadgarstki mnie bolą.
Niby dała się nabrać, ale swoje też musiała myśleć.
-Siadamy?- spytał gdy zaczęło nad woda słońce.
-Mhm..- Usiadłam po chwili na jego kolanach, a ten delikatnie musnął nosem mój policzek.
Poczułam przyjemny dreszcz przechodzący moje ciało.
-Muszę ci coś powiedzieć- odwróciłam się żeby spojrzeć w jego oczy tym samym siadając na nim okrakiem.
-O co chodzi?
-Wiem że gdy w pierwszy dzień nie mogłam otworzyć oczu to ty byłeś przy mnie, w ogóle ciągle jesteś ze mną.
Wspierasz, pomagasz.. 
Po prostu, ale coś ostatnio dla mnie się zmieniło bo ja..ja cię..bo ja cię- zaczęłam się jąkać jak głupia.
-Ja też.- ujął moją twarz w swoje dłonie, wpijając w moje wargi.
Czułam się wreszcie kochana, szanowana i mogłam te miłość odwzajemnić.
Całowałam go jakby za chwile mieli nas rozdzielić na zawsze. 
Pragnęłam go Coraz bardziej.
Wplatałam palce w jego włosy i jeszcze bardziej pogłębiłam pocałunek.
Nie minęła chwila, a nasze języki zaczęły toczyć ze sobą wojnę.
To nie był taki pocałunek jak z Bartrą.
Ten był pełen namiętności i pożądania, a nie impulsem po którym miałam wszystkiego żałować. 
Odepchnęłam go na chwilę od siebie żeby wziąć oddech.
Sapałam przy jego ustach, stykając się z nim czubkami nosów.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też..
                                  ~*~
"Uczucia są niebezpieczne. Jeśli się zaczyna coś czuć, traci się odporność."
Mój chyba właśnie ma zacząć po powrocie do paszczy lwa! (Rodziców Marco.) 
                                  ~*~
Uczucia są niebezpieczne. Jeśli się zaczyna coś czuć, traci się odporność.
Mam wrócić do tej paszczy lwa już niedługo..
Mam stracić całą odporność na ból! 




~*~
Hey:*
Wiem ten rozdział nie jest wyjątkowy, ale pisałam z serca.
Jestem chora i to też może przez to :(
Ale rozczarowała mnie liczba komentarzy z 11 zrobiło się 5.
No nic to zrobimy tak za 8 komentarzy dodam nowy. 
A za jedynaście dam dwa pod rząd, albo jeden długi *.*
Mam nadzieje że nie opuścicie mnie przez chwilowy brak weny, ale to też ta
S-Z-K-O-Ł-A
Dobija mnie ta nauka, ale jak nie teraz to kiedy mam się uczyć.
Buziaki <3333
Papa..






niedziela, 7 września 2014

Rozdział 7 "A na co masz ochotę?!"



~*~
Obudziłem się razem ze wschodzącym słońcem, które muskało moją twarz. Otwierając oczy ujrzałem na swojej klatce piersiowej Cind.             Wyglądała tak słodko gdy spała, że aż żal mi było patrzeć jak budzą ją promienie słoneczne.
Mierzyłem ją wzrokiem od stóp do głów, bo nie była przykryta kołdrą.
Leżała w mojej klubowej koszulce, co przyprawiło mnie o szybszą akcje serca.
Nie dość że była piękna to taka krucha i bezbronna, chciałbym obronić ją przed całym światem, wszystkim co złe.
Widywać dzień w dzień uśmiech na jej twarzyczce, widzieć jak tańczy ciesząc się z życia, jak goni wiatr.
Jednak czy ona tego chce? Tego nie mogę być świadomy.
Przedwczoraj mogłem powiedzieć że Marc jak tylko kiwnie ręką ukradnie mi moją księżniczkę, lecz od wczoraj coś się zmieniło.
Czy tylko ja to zauważyłem?! Yes, pewnie to sobie uroiłem.
Powoli przeciągnęła się, a ja wbiłem wzrok w jej ciało, zaczęła otwierać oczy, od razu unosząc je do góry na moją osobę.
-Długoo.. nie śpisz..?- zaczęła ziewać wymawiając te słowa.
Była strasznie zmęczona, widać że długo w nocy musiała nie spać.
-Nie, chwilę- popatrzyłem na nią z szerokim uśmiechem.
-Długo w nocy nie spałaś?- zapytałem jak znów zaczęła przecierać czerwone oczy.
-No, aż tak widać?- nie miałem pojęcia jak jej na to pytanie odpowiedzieć.
-Trochę..- objąłem ją ramieniem.
-To nie moja wina, ojciec mi się śnił mam tego dość!- wrzasnęła zakładając ręce na piersi i wydymając usta w geście wielkiego grymasu.
Było mi okropnie przykro że tyle przeżyła z tym typem i jeszcze teraz śni jej się po nocach.
Nie miała nawet chwili spokoju, jej myśli pewnie wciąż krążyły w kierunku tego co się wydarzyło w jej smutnym, szarym życiu.
-Wiem że nie twoja.- po tych łowach obróciła się całkowicie w moją stronę i przytuliła, zawieszając ręce na mojej szyi.
To było takie miłe, czułem że nie jestem jej obojętny i vice versa.
Napajałem się zapachem jej szamponu nie mogąc myśleć o czymkolwiek innym.
Omotała mnie sobie w okół palca, mogłem za nią wskoczyć w ogień, wydać ostatnie pieniądze żeby poczuć jej usta na moich.
~*~
Pobudka jaką dziś zafundował mi Marco nie była zła, w porównaniu do nocy.
Nie spałam do 4,  nie mogłam opanować własnych myśli !
Powoli rozpierdalały mi głowę, obecność przyjaciela jednak dała mi bardzo dużo.
Czułam że nie jestem sama na tym okropnym świecie! 
Widziałam go gdy zamykałam oczy i to dawało mi dużo szczęścia.
Gdy je otwierałam był również obok.
Jak taka moja muzyka, dzięki której robiłam małe kroczki do przodu.
Wiara, siła, moc, to wszystko czułam w sercu, w sobie!
Właśnie zajadałam się kanapkami jak do kuchni wpadł wściekły Bartra.
-Co ci?- spytałam strasznie zszokowana jego zachowaniem.
-Nic- burknął oburzony że byłam taka ciekawska.
-Nie wyżywaj się na mnie, nic nie zrobiłam!- wstałam i już miałam wychodzić, gdy ujął moją dłoń w jego, tym samym zatrzymując w miejscu.
-Puszczaj, nie chciałeś zemną gadać trzeba było to powiedzieć, a nie!- wyrywałam mu się, ale był silniejszy.
Zresztą czego mu się dziwić w końcu jest piłkarzem!
-Przepraszam, ale nie mam ochoty na rozmowy o moim życiu.- wymruczał zmysłowo do mojego ucha.
-A na co masz ochotę!?
-Na to!- zachłannie wpił się w moje usta.
Nie byłam świadoma co się dzieje, jak mam się zachować.
Czułam w podbrzuszu przyjemne ukłucia, a po chwili cała w środku wypełniłam się motylkami, unoszącymi mnie trzy metry nad niebo.
Zaczęłam odwzajemniać każdy jego ruch nie świadoma co wyprawiam.
Nie minęło dużo czasu, a nasze języki zaczęły toczyć ze sobą zaciętą walkę.
-Emm..- odciągnęłam go od siebie żeby nabrać powietrza do płuc.
Mieliśmy powtórzyć to co przed chwilą już kuśtykałam bliżej niego, jak do kuchni wkroczyła Amber, a za nią Niemiec.
Hiszpan patrzył w moje oczy, przewiercając mnie nimi na wylot.
Nie wiedziałam gdzie wbić wzrok, a zwłaszcza gdy siedział na przeciwko mnie i smyrał nogą.
Stawało się to coraz bardziej irytujące, i nadszedł czas gdy przesadził.
Pewna tego co robię nadepnęłam go wściekła.
-Ała..- podskoczył uderzając nogą o stół.
Mam aż taką siłę w nogach?
Raczej nie, mógł się tego prędzej nie spodziewać.
-Co jest?- popatrzył na niego blondyn siedzący obok mnie.
-No właśnie?- założyła ręce na biodra czerwonowłosa.
-Skurcz!- wytłumaczył się szybko, ale chyba nie zbyt mu uwierzyli.
Cholera skubany nie umie kłamać!
Po skończeniu posiłku jak błyskawica pobiegłam na górę i miałam zamiar spędzić tu resztę dnia!
Palę się ze wstydu, brzydzę swoich ust, dotykałam cudzego faceta.
Jak tam mogłam, sama nie chciałabym być zdradzona, a zrobiłam to innej dziewczynie.
Kit z tym że to ta pożal się Boże suka, ale nawet jej to się nie należy, nikt nie zasłużył na takie coś.
~*~
-Cjocia- wymamrotała przez jedzenie w buzi mało zrozumiale Oliwka.
-Ojeju kochanie.- wzięłam ją na kolano i zaczęłam się z nią wygłupiać.
Od godziny siedzieliśmy z Reusem u Błaszczykowskich.
Nie pytajcie się nawet co tu robię!
Na dworze było jakieś 32 stopnie w cieniu i blondynek wypieprzył że idziemy na spacer.
No więc stwierdziłam że okey, spacer to po lesie gdzie jest mało osób.
Lecz w jego podejściu spacer jest przez ulice i prosto do domu kumpla!
No nic nie szło już jak się wykręcić więc stwierdziłam że niech mu będzie.
Ale w tym samym momencie ogarnęłam że moje bandaże są bardzo widoczne i nie mam wcale ciuchów na zmianę.
Więc pan Reus zostawił mnie z malutką a Agatę i Kubę zabrał po moje ciuchy.
Już czuje jak opowiada im już cały mój życiorys!
Malutka w ten czas przypomniała mi jak smakuje szczęście, osuszyła me łzy gdy długo nie wracali, jakby wypowiedzianym zaklęciem.
Jest bardzo słodka jak i grzeczna więc moje kłopoty z nią ograniczały się do minimum.
Bawiłyśmy się na dywanie dłuższą chwile w świetnych nastrojach, gdy rozległ się po domu dźwięk dzwonka do drzwi.
-Heh.. Oliwka nie!- wrzasnęłam jak zaczęła chwiejnym krokiem iść do klamki.
Próbowałam do niej dojść, ale nie zdążyłam wstać, a w domu stał nie znany mi facet.
Bardzo niski, brunet, o zniewalającym uśmiechu.
-Hey smyku- wziął dziewczynkę na ręce i obrócił trzy razy.
-Wujeeeeek!- krzyczała z uśmiechem na ustach.
W ten czas zorientowałam się że to pewnie któryś piłkarz BVB.
-Mario- podszedł do wyciągając rękę.
-Cinderella- chwyciłam ją, a on widząc bluzkę swojego kolegi z numerem '11', walnął się w głowę.
-To o tobie mówił Marco.- zaczerwieniłam się na te słowa.
-Nie wiem, pewnie tak- przegryzłam wargę na znak niezdecydowania.
-Może chcesz coś do picia?- spytałam po chwili.
-Ja zrobię nie męcz się z nogą, sok czy herbata? 
-Woda- prychnęłam śmiechem.
-Okey będzie woda.- zaśmiał się.
Miał piękny uśmiech.
-Cjocia spac!- ogłosiła mała szturchając mnie.
-Yyy.. dobra no to idziemy do twojego pokoju- na moje szczęście dom polaka miał tylko jedno piętro, więc schody nie robiły mi przeszkody.
Bo ich nie było! 
Położyłam się z kruszynką  w łóżku i po przeczytaniu niespełna jednej bajki zasnęła.
-Dobrze ci idzie- podał mi wodę piłkarz.
-Długo tu stoisz?- spytałam zaciekawiona, bo bajkę małej wzięłam raczej z głowy, a nie książki.
-Chwilę, choć pomogę ci.- chwycił mnie i razem uśmiechnięci wróciliśmy do salonu.
Rozmowa toczyła się nam bardzo dobrze, brunet jest bardzo zabawny i nie idzie się z nim nudzić.
Przynajmniej przez chwilę nie pamiętałam porannej sceny.
Lecz przy Marco czuje się jak skończona egoistka i suka.
W prawdzie nie jesteśmy razem, jednak od początku dawał mi tyle wsparcia, ja robiłam mu nadzieje,a teraz prze lizałam z jego kumplem.
     -Jak szarańcza!- zmierzyłam wzrokiem trzy osoby wbiegające do salonu.
-To wszystko twoje, a gdzie Oliwia?- spytał Jakub, kładąc torby na ziemie.
-Śpi, ale jak wy to mu zabraliście, nie wpuścił by was?- spojrzałam zaszokowana na wszystkie moje rzeczy z pokoju w dawnym domu.
-Nie było go, chyba, otworzyła nam jakaś Camila, Marc ją zagadał a my w trzech weszliśmy przez okno- wskazał na piłkarza wbiegającego w tej chwili do domu.
Pomagał im, to bardzo miłe..
Nie no co ty idiotko mówisz? Ogarnij się!
W ogóle oni wszyscy są mili, pomocni, traktują cie jak rodzinę od początku do końca.
Jednak ich pomysł mnie rozwalił, wchodzili do tego domu pewnie nie dość że wyglądając na prawdziwych włamywaczy to przy okazji jak debile.
-Przez okno?!- zaśmiałam się.
-No pewka, a ty Mario co tu robisz?- zdziwił się Bartra.
-Jak widać siedzę, a tak na serio musimy pogadać!- zabrał na ogród bruneta.
-To ja zmykam się przebrać- chwyciłam pierwszą lepszą walizkę i posłałam im całusa w podziękowaniu.
Wleciałam do łazienki i szybko przebrałam się w boxerke, oraz krótkie spodenki.
Kredką objechałam oczy i podkreśliłam rzęsy tuszem.
-Jak błyskawica- uśmiechnęła się Aga na rękach mając zaspaną córeczkę.

-No, a jak.- puściłam do niej oczko i pokuśtykałam do kuchni.
Rozglądałam się po niej szukając obiektu mojego zainteresowania.
Stał przy zmywarce w rogu, budził we mnie pragnienie, tworzył niesamowitą susze w moim gardle, pragnęłam go dotknąć.
Ten baniak z wodą źródlaną!
Podeszłam do niego i nalałam czubatą szklankę cieczy.
Słyszałam z salonu śmiechy i głośne krzyki.
Oj, chyba szybko stąd nie ucieknę..
Zaczęłam rozmyślać, lecz przerwał to widok na werandzie dwóch przyjaciół.
Dłuższą chwile przyglądałam się im zdziwiona, niższy z nich  jakby tłumaczył przyjacielowi coś ważnego, a ten zbywał go wrzeszcząc.
Cóż chyba mówił mu jakieś bzdury.
Ej..ej.. chwila czy przed chwilą Bartra dostał w twarz, a teraz..
Nie, nie, nie śni mi się to!
-Reus,Kuba!- krzyknęłam na co obydwaj zjawili się koło mnie.
-Rozdzielcie ich, bo się pozabijają!- rozkazałam niczym królowa.
Cóż ponoć lubię się rządzić, czasem nawet sama o tym nie wiedząc.
Każdy ma wady i powinien je likwidować, choć ta chyba jest za silna jak i wścibskość.
Korciło mnie żeby dowiedzieć się o co poszło piłkarzom.
Tak, moja wścibskość nie ma granic, gdy każdy z nich siedzi na innych krańcach kanapy z limem pod okiem, albo rozciętym łukiem brwiowym i wargą.
To znalazłaś sobie porę kopciuszku żeby ci tłumaczyli, bo ciebie pierdolona ciekawość zżera od środka!
       Bardziej zraniony wyszedł z tego Niemiec, ale nikt tego nie roztrząsał, wolał raczej ich pogodzić.
Z tego co wiem, nie jest tu tak na co dzień że bez powodu zaczynają się naparzać.
W tym przypadku nawet pomogła moja ciekawość!
Obydwóch żyją i mówię to z dumą.
Ot tak myślałam żeby się zmyć właśnie teraz, dopóki nikt nie zadał pytania 'Po co ci bandaże?'.
Nie miałam zamiaru po wszystkich jeszcze sama słyszeć kazań czy czegoś w ten teges.
Przejechałam po rękach, dając sygnał Marco DO DOMU.
Na moje szczęście zrozumiał i w świetnych humorach wracaliśmy.
Byłam świadoma że wychodzimy z niezłego bagna jakie robi się u Polaków w domu, ale to i lepiej.
Po co dokładać tam moje czy też Reusa trzy grosze?
Po Nic!
Jutro impreza dla blondyna, a dla mnie popcorn i dobry horrorek.
Kubuś zaprosił nas na mały melanż, jednak raczej nie skorzystam.
Chyba że coś się stanie?
Nie, zabieraj te myśli!
~*~
Obudziłam się na krańcu łóżka, bałam się położyć bliżej blondyna.
Znów mogłam zrobić coś głupiego, ale na odległość chyba już nie za bardzo.
Nie miałam siły się ruszyć, łzy spływały po moich policzkach zakreślając mokre ślady.
-Co się stało?- chwycił mnie za ramię chłopak, nie odpowiedziałam nie byłam wstanie złapać tchu, a co dopiero mówić.
-Ej.. Cind co się dzieje?- spytał nachylając się nad moją szyją.
Całe moje ciało przeszedł mało przyjemny dreszcz.
Wszystko dookoła stawało się coraz mniej widoczne, powieki przepełnione słoną substancją sama się zamykały, powoli odpływałam, ale inaczej niż zwykle.
Wkrótce zasnęłam nawet nie wiedząc jak.
~*~
Słyszałam obok siebie czyjś śmiech i krzyk, głowa pękała mi niemiłosiernie.
Każda część ciała nie miała zamiaru ruszać, to było straszne.
Czekałam aż otworzę oczy, jak starczy mi na to siły.
Głosy naokoło były mało mi zrozumiałe, może dlatego po chwili ucichły.
Czułam się osłabiona, nic nie byłam wstanie zrobić, nawet usiąść.
Chciało mi się znów ryczeć, wręcz krztusić łzami!
Nie potrafiłam! Nic nie mogłam!
Jak taka bezradna dziewczynka, zagubiona we mgle.
-Będzie dobrze- usłyszałam i lekko uśmiechnęłam się z powodu że słyszę!
To mnie bardziej motywowało niż jakiekolwiek słowa osoby obok.
Ciekawiło mnie kto siedzi obok i czeka aż otworzę oczy, aż się odezwę do niego.
W głębi czułam kto to, moja świadomość tego wygrywała, serce gdy zaczynałam o nim myśleć robiło fikołki w powietrzu, tańczyło argentyńskie tango.
Tętno przyśpieszało mi 300 krotnie, poczułam dziwne ukłucie, i byłam świadoma kogo naprawdę potrzebuje ja i mój organizm..
~*~

Nic nie stoi nam na drodze do szczęścia, nic oprócz naszych bezsensownych zahamowań, przekonania, że lepiej pozostawić wszystko w rękach losu, niż działać na własną rękę, i strachu na drodze nie stoi nam nic, oprócz nas samych.
Trzeba stawiać się wszystkiemu co chce zniszczyć twoje szczęście, nie dać sobą manipulować nigdy więcej.
Dążyć do celu i iść po swoje pragnienia, nie ulegać iluzją i w tym syfie walczyć też o swoje marzenia.
Jeżeli ktoś powie 'Nie warto' nie patrzeć na niego, pójść w swoją stronę, przecież sam dobrze wiesz że masz nad tym kontrole, że nie ulegniesz iluzji, że zależy mu na tobie, że jesteś człowiekiem za którym wpadł by w ogień.
I choć czasem przyjdzie zapłacić za miłość jaką go obdarzysz, dasz sobie rade, oddasz ostatni grosz żeby go nie stracić.
     Wiem jak ciężko jest zaufać, gdy wszyscy woku kłamią.
Wiem jak łatwo upaść, chociaż nie chcesz idziesz na dno Znam to za dobrze nigdy nie było mi łatwo...
Twoje kłamstwa nie pomogą, tylko wepchną cie w bagno.
Musisz być szczera ze swoimi uczuciami, nie kręcić, nie motać się ze swoimi celami.
Sama wiesz czego pragniesz, kto jest twoim narkotykiem, takim jak hera że znów chcesz latać, albo jak morfa za każdym razem coraz bardziej cie pociąga..







*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.*
Hey, rozdział pisałam trzy razy i to ostatnia najlepsza wersja, najbardziej mi się podoba ;*
Kocham was i to ile dostaje komentarzy, dobijamy do 12 komentarzy i uśmiech na  moich ustach będzie, a dla was prezent.
Uwielbiam was i mam nadzieje że wam się podoba, zawsze jest do was rozdział, a ten centralnie bez zbędnych dedyków :D
Buziaki liczę na was :)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award, bardzo  dziękuje wszystkim, którzy czytają mojego bloga to dla mnie bardzo miłe :) Totalnie się nie spodziewałam tej nominacji ale i tak bardzo dziękuje Magdzik VeB za nominację :)
Troszkę o Liebster Blog Award:


  • Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera za ''dobrze wykonywaną robotę''.:*
 Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje im możliwość ich rozpowszechnienia.
  • Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. 


  • Następnie ty nominujesz jedenaście osób, informujesz ich o tym, oaz zadajesz im jedenaście pytań.  
  • Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.

    Pytania od Magdzik VeB:

    1. Twój znak zodiaku?- 
    Koziorożec <3

    2. Ulubiony rodzaj książek?-
    Fantazy, Biografie(piłkarzy, piosenkarzy) <3 Romantyczne, Dramaty. ;*

    3.Najlepsza piosenka tego lata?-
    Bob One feat.Pokahontaz- Przestań.

    4.Masz hobby? Jakie?-
    Fotografia, taniec, piłka <3

    5.Ulubiony piłkarz + dlaczego?-
    Neymar da-Silva Santos Junior <3
    I proszę nie mówić że jak każda interesuje mnie jego klata, słodkie dziecko i to że jest uwielbiany.
    Mam pojęcie o piłce i wiem o nim jak i jego rodzinie bardzo dużo.
    Czekam na jego każdą bramkę i przeżywam razem z nim :)

    6.Czy wierzysz w Polską Reprezentację Piłki Nożnej ?- 
    Przestałam wierzyć już dawno;**

    7.Kawa vs Herbata ?-
    Kawa mrożona =D 

    8.Ulubiony rodzaj filmów? -
    Dramat, Horrory :) 

    9.Czy wierzysz w życie po życiu? -
    Dziwne, ale tak, nie mogę nie żyć! 
    Gdzie tam..:*
    Ja muszę się bezczelnie odzywać, kłócić, tęsknić, kochać, przytulać, nosić za duże bluzki :D Muszę <3

    10.Najstraszniejszy koszmar jaki miałaś/eś?-
    Taka blondyna mnie prześladowała w Hiszpanii i wybiła połowę ludzi :/ Ale to raz..:)

    11.Jaki owoc lubisz najbardziej? -
    Malina..:***<3

    Dziękuje za nominacje :))
    Nominuje:
    1.http://milosc-jest-jak-kosmos-bezkonca.blogspot.com/ - Marco Reus
    2.dark-neymar-ff.blogspot.com
    3.http://serce-nie-slugaa.blogspot.com/?m=1
    4.http://nowa-znajomosc.blogspot.com/?m=1#_=_
    5.ganador-eterna.blogspot.com
    6.http://sama-jestem-narkotykiem.blogspot.com/ 
    7.http://na-dnie-serca-pozostanie-zawsze-slad.blogspot.com/ - Mario Goetze
    8.kopciuszek-na-boisku.blogspot.com
    9.http://dzis-czekajac-na-cud.blogspot.com/
    10.http://momento-incomum.blogspot.com/?m=1#_=_
    11.anaandney.blogspot.com

    Pytania dla nominowanych:
    1. Dlaczego zaczęłaś pisać?
    2.Jakie blogi czytasz z wielką chęcią?
    3.Ulubione kolory?
    4.Ulubiona drużyna w piłce nożnej?
    5.Ulubione filmy?
    6.Co sądzisz o reprezentacji Brazylii? 
    7.Najładniejsze imię?
    8.Najlepsza książka jaką czytałaś?
    9.Masz zwierzaka? 
    10.Jesteś szczera/y?
    11.Ukochana piosenka, z którą nie możesz się rozstać?

    sobota, 30 sierpnia 2014

    Rozdział 6 "Wzrok..!"

    ~*~
     Słońce delikatnie muskało moją twarz, chłodny wiatr czule otulał moje ciało, a spokojny śpiew ptaków, wdzierający się przez uszy do samego środka mej duszy działał niczym balsam na piekące, sercowe rany.
    Nie mogłam uwierzyć w to co znów dzieje się w moim życiu.
    Otworzyłam oczy i zobaczyłam wokół siebie wspaniały, tętniący życiem ogród.
    Robię totalną głupotę?
    Ależ gdzieżby znowu..
    Po prostu jak taki typowy rozdziw o 6 rano wraz ze wschodzącym słońcem, zamiast spać, siedzę na ławce w ogródku Reusa.
    Wszystko dookoła jest mi takie obce, chociaż w zasadzie jestem tam gdzie przedtem.
    Dortmund.. miejsce z którego już nigdy nie mam zamiaru się ruszać.
    Chyba że..?!
    Nie, to nie możliwe. Głupie dziecięce marzenie, odnaleźć ojca i zostać z
    nim w Hiszpanii. Państwie w którym pewnie jeszcze smacznie śpi albo piję mocną czarną kawę.
    Tak, macie racje często o nim myślę, gdzie jest, co właśnie teraz robi, nawet jak się nazywa.
    Jednak szczenięcego marzenia nie spełnię.
    Może kiedyś go nawet przypadkiem spotkam, choć to niemożliwe
    Miniemy się jak nie znajomi, ja go nie pamiętam, a on mnie nie pozna po tylu latach.
    -O czym tak myślisz?- usiadł koło mnie brunet, wyrywając z transu.
    -O tym że nie pije już z wami, za żadne skarby!- zmierzyłam go wzrokiem z uśmiechem na ustach.
    Nie mogłam mu nic powiedzieć, nie byłam wylewna uczuciowo aż tak jak się wszystkim wydaje.
    Znam go od wczoraj!?
    Choć wydaje mi się jakbyśmy znali się od dziecka.
    Wczorajszy alkohol nie dawał mi jakiś znaków, ale cholera nie pamiętam nic co się działo.
    Kompletna pustka!
    Nigdy jeszcze tak nie miałam.
    -No wiesz, jak raz na jakiś czas przyjeżdżam do Marco musimy się trochę upić.- podrapał się po karku.
    -Okey, lecz na następny raz beze mnie- westchnęłam ciężko.
    Po ciele przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
    Zimno, czemu dziś nie może być ciepło?
    Zawsze mi na przekór, przez całe życie!
    -Czemu tak wcześnie wstałaś?- spytał obejmując mnie ramieniem, w które po chwili się wtuliłam.
    -Jakby to ująć, przez alkohol nie mogłam spać.
    -Za dużo promili?- prychnął śmiechem, za co dostał w żebra.
    -Jesteś takim typowym debilem, wiesz o tym?- spojrzałam na niego.
    -No pewnie że wiem to, każdy mi to mówi. A najlepsze w tym to, że każda na to leci- wyszeptał mi do ucha.
    -Sorry, ale nie ja. Po drugie chyba masz narzeczoną?!- zmierzyłam go wzrokiem wstając na równe nogi.
    Dziwne, ale jak cholera działała na mnie jego obecność.
    Gdy słyszę jego głos mimowolnie się uśmiecham!
    To chyba idzie leczyć?
    Zerkałam na niego, a ten dłuższą chwile milczał przyglądając się mojej osobie.
    Znów widzę w jego oczach te rozpacz i strach nie wiadomo przed czym.
    To cholernie mnie boli, nie mogę widzieć u kogoś takich rzeczy.
    Od razu się załamuje.
    -Pewnie że pamiętam, kocham te kotkę psotkę- tysiąc sztyletów wybitych w moim kierunku i jego ciche westchnienie.
    Czy to ja jestem chora psychicznie, czy on ma jakiś problem ze samym sobą?!..
    Ale to chyba ja, bo rani mnie każde zdanie o Amber, każde nawet malutkie nawiązanie do jej osoby, a zwłaszcza z jego strony.
       Gdyby to było wszystko, jednak moja genialna osoba musiała coś nawywijać i stracić równowagę przez chorą nogę.
    -Słyszałem że lubisz upadać, ale żeby aż tak.- uśmiechnął się szeroko, ukazując swoje śnieżnobiałe ząbki.
    -Marco już nie żyjesz- wymamrotałam pod nosem wściekła że mu powiedział.
    To moja wina że wtedy jakiś osioł dał mi coś do szklanki ? I zaliczałam upadek za upadkiem!
    -Zabijesz swojego chłopaka?- chwycił mnie w pasie żebym znów nie miała ochoty się przewracać.
    Poczułam w ten czas ukucia w okolicy podbrzusza.
    Motylki? Nie, ja się nie zakochuje, nie potrafię.
    Nigdy nie kochałam nikogo, i jak mam być szczera nie mam na razie na to czasu, ani chęci.
    -Co-o-o..?- myślałam że się przesłyszałam.
    -Nie? A to przepraszam tak mi się wydawało, wczoraj jak graliśmy w butelkę ten wasz pocałunek był bardzo namiętny.- moja twarz właśnie zaczęła płonąć krwistą czerwienią.
    -Ja całowałam się z tym farbowanym blondaskiem?- nie panowałam nad tym co mówię.
    Uwielbiałam mojego nowego kumpla, ale nie żeby miziać się z nim, i to przy kimś!
    -Yhm.. nie pamiętasz?- miał mnie w garści.
    -I pocałunku z Amber czy też zemną również nie?- teraz to czułam się jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody.
    Bartra się ze mną całował?
    Nawet ten czerwonowłosy klaun! (Czyt. Amber.)
    -Pff..- wypuściłam powietrze, a moje oczy nie wiedziały gdzie mają się patrzeć, żeby uniknąć wzroku piłkarza.
    ~*~
    -Może mi powiecie że tylko ja byłem trzeźwy?!- brunet przy śniadaniu patrzył na nas, nie dowierzając.
    Marco słysząc że się ze mną miział w dodatku z języczkiem to prawie zadławił się grzanką.
    -Już dobrze.- poklepałam go po plecach, przegryzając policzek od środka żeby nie wybuchnąć śmiechem.
    -Skoro wszystko widziałeś to czemu nas nie powstrzymałeś!- wrzasnęła na Hiszpana dziewczyna siedząca na przeciwko mnie.
    -Tak jakoś.
    -A kto to zaczął?- spytała, lecz ja już znałam odpowiedź, z lekka nią poirytowana.
    -Ja.- na te słowa Reus wyszczerzył swoje gały nie dowierzając.
    No właśnie.. najpierw szanowny pan Bartra nas upił, a na koniec wyciągnął butelkę. 
    Normalnie zabić, pokroić na małe kawałki i spuścić do kanału! 
    Całował się ze mną z premedytacją i patrzył jak to samo robię z jego ukochaną i moim przyjacielem.
    To chore..! 
    -Może jeszcze coś ciekawego robiłam?- niepotrzebnie zaczęłam się dopytywać.
    -Tańczyłaś z Marco na stole, śpiewałaś, a z twojego ciała bitą śmietanę jadła..
    -Nie mów że ja!- krzyknęła Amb.
    -Ale jak to właśnie ty, to co mam powiedzieć!- wszyscy obwiniali Marca i siebie nawzajem, a ja najzwyczajniej w świecie jadłam tosta z dżemem truskawkowym.
    -Mm.. dobre- powiedziałam z pełnymi ustami, a blondyn jako jedyny wyszczerzył się i zwrócił na mnie uwagę.
    -Ta kłótnia może trochę potrwać- wziął mnie ma ręce i z jedzeniem zaniósł na górę.
    -Pajac- powiedziałam gdy kładł mnie na łóżko.
    -Z tym gipsem za dwa lata byśmy tu byli- zaczął zabawnie poruszać brwiami.
    -Przestań moje oczy!- zasłoniłam je żeby nie patrzeć jak piłkarz ściąga koszulkę i zakłada jakąś inną.
    Oczywiście miałam przy tym niezły ubaw, bo męskie klaty mnie raczej kręcą, ale pożartować sobie z niego uwielbiam.
         ~*~
    Pięknie.. bluzka Marco, park, masa ludzi, słońce i odkryte bandaże na które się każdy lampi, plus  złamana noga.
    Nie ma co! A mówiłam zostanę w domu, to NIE!
    Wszyscy bawią się świetnie, tylko ja siedzę w koncie naburmuszona.
    -Rozchmurz się- szturchał mnie co po chwila "niemiecki piłkarz".
    Skąd wiem? To proste, sam mi się musiał przyznać, gdy spytałam skąd zna Bartre.
    Prawda, nie powinien mnie kłamać, ale wiem co to znaczy.
    Może nie tyle że wiem, lecz mogę zrozumieć.
    Bał się że od tej pory nie będzie liczył się on, tylko suma w jego portfelu.
    Miałam dość tego miejsca, park i ten cały ich sielankowy klimat w knajpie obok tych drzew i całej bujnej roślinności, w postaci Bratków.
    Taa.. gwarantowane piękne widoki i zajebiste różne kolory jednego gatunku kwiatów.
    Miałam serdeczną ochotę komuś dać przez łeb, każdy lustrował mnie tym swoim "wyższym" spojrzeniem i robił głupawe miny.
    Czego się z jednej strony dziwić, wyglądałam jak siedem nieszczęść.
    Trampek któremu już dawno przydałoby się pranie, krótkie spodenki od wczoraj no i piękna za duża bluzka Marco przykrywająca mi dolną część garderoby, że wyglądało jakbym była tylko w niej !
    To nie koniec.. niedbale spleciony kok u góry głowy z którego niesforne kosmyki wystawały mi i obtulały zarys mojej twarzy, oraz idealnie nie podkreślone oczy.
    Oby tak dalej!
    Na moje szczęście cała reszta stolika wyglądała perfekcyjnie, Marc w białej bluzce i dżinsowej koszuli, Marco w niebieskiej koszuli, a Amber.
    Ugh.. działa mi od samego rana na nerwy, na dodatek wygląda perfekcyjnie.
    Każdy nawet najmniejszy włos jest wpleciony do kłosa z tyłu głowy, buty na koturnie koloru niebieskiego jak i sukienka o tym samym kolorze, oczy podkreślone maskarą..
    I mamy zwyciężczynie konkursu na Najładniejszą w restauracji, jak i na Paszczura roku!
    Na ogół uwierzcie wyglądam sto razy lepiej, ale jak ktoś siłą prosto z łózka gdy wstałam wpychał mnie do samochodu, i nie mam tam żadnych swoich ciuchów.
    To czego mi się dziwić?
    Niczego, jedynie współczuć.
        Przede mną stały róże zasłaniając mi Bartre, co mi nie odpowiadało.
    Jak mam odezwać się do niego, jak ta badziewna ozdoba na stoliku przysłania mi obraz.
    Gdy kelnerka przyszła dać nam jedzenie z wielką kulturą dałam jej ten wazon w łapę i kazałam zabrać kilometry ode mnie.
    Grzebałam w talerzu niezadowolona, gdy zostałam szturchnięta przez kogoś.
    Rozejrzałam się, wszyscy jedli.
    Znów oberwałam, gdy odwracając się ujrzałam można powiedzieć w moim wieku chłopaka.
    -Hey skarbie. Nie, nie poderwiesz dziś mnie. Nie zaczarujesz, nie pocałujesz chyba że w twym pięknym śnie!- nie dałam mu nic powiedzieć i w bezczelny sposób spławiłam faceta, bebłając dalej w jedzeniu.
    -Czemu jesteś taka nie miła?- spytał Reus mrugając zabawnie oczami.
    -Bo zaciągnąłeś mnie tu siłą i każdy patrzy na moje bandaże, nogę.
    To krępujące.- powiedziałam spokojnie powstrzymując łzy.
    -Przepraszam ja nie chciałem sprawić ci przykrości.- mówiliśmy szeptem, żeby nikt nic nie słyszał, tylko my.
    Widziałam że jest mu głupio, ale to bardzo dobrze.
    Nie mógł mnie posłuchać i zostawić w domu, nawet w aucie! Byle nie tu.
    Po moim policzku poleciała słona łza, a oczy stawały się coraz bardziej zaszklone, ograniczając mi widoczność.
    Tego się bałam, że przez te gęby zwrócone na mnie się rozpłacze, nie myliłam się.
    Chciałam uciec stamtąd jak najprędzej nie psując nikomu humoru.
    Mogłam nawet wybiec już, nie patrząc na nikogo, przed siebie biec, nie zwracając uwagi na ludzi.
    Chłopak kciukiem starł krople spływającą po moim policzku i po cichu ulatniając się objął mnie w tali.
    Nie potrzebowałam kuli, moją podporą, w ogóle i w szczególe, był teraz on.
    Doszliśmy do auta i usiedliśmy z tyłu na siedzeniach, czekając aż swój posiłek skończy para.
    Wtuliłam się w ciało piłkarza nie zważając na konsekwencje.
    Cała jego koszula stała się mokra od moich łez.
    To był mój koniec, dosięgnęłam dna.
    Przecież tego chciałam, żeby ludzie patrzyli na mnie i widzieli żal i ból jakiego nigdy dotąd nie widzieli, ten dziki strach w oczach, lęk przed samą sobą.
    Lecz może nie tak bardzo tego pragnęłam, potrzebowałam odrobiny czułości i zrozumienia.
    Nie chciałam tego, a wyszło, jak wyszło.
    -Cii.. nie płacz to nie ma sensu.- wzmocnił nasz uścisk mój przyjaciel, właśnie to czego potrzebowałam, ta moja czułość i zrozumienie.
    Ten najważniejszy, najszczerszy na świecie przyjaciel.
    -Masz racje moje życie nie ma sensu.- złapałam głęboki oddech, patrząc w jego oczy.
    Tak, za te iskierki można zamordować.
    -Nie mów tak, nie o to mi chodziło, przestań płakać- dał mi chusteczkę. Hi idziemy na spacer, nie chcę słyszeć ale.. wyglądasz prze uroczo.- wyszeptał mi do ucha, po czym podniósł i pomógł mi wyjść z pojazdu.
    Szłam wtulona w jego tors, czując się najbezpieczniej na świecie.
    Myślałam że śnie, Marco robił mi się coraz bliższy od wczoraj.
    Wiem to może brzmi śmiesznie, ale tak jest.
    Potrzebuje go, jego ciepłych ramion, działających w pewien sposób jak kaloryfer albo taki przenośny kominek, tego uśmiechu i może to dziwnie zabrzmi, ale też tych ust.
    Nie może w tym sensie co myślicie, lecz potrzebuje ich, tego by mówił do mnie, uspokajał gdy przyjdzie na to pora, pocieszał, wspierał.. długa lista.
            Spacerowaliśmy do późnego wieczora po parku, lasie i Bóg wie czym jeszcze.

    Reus nie przejmował się moim wyglądem i przez cały czas obejmując mnie dzielnie kroczył przez siebie.
    Wata cukrowa którą miałam dosłownie na całej buzi i jego śmiech, to mi wcale nie przeszkadzało.
    W tamtej chwili dawał mi szczęście jakiego nigdy dotąd nie odczuwałam.
    Wzrok ludzi nadal na mnie działał, ale już nie aż tak.
    Nawet to że przez całą drogę kuśtykałam sprawiało mi niezłą radochę.
    Gdy doszliśmy do domu była gdzieś 22.
    Marco ściągał mi buta, po czym zawiesiłam mu ręce na szyje w geście 'Zapieprzaj na górę, nogi mi odpadają'
    Oczywiście zaniósł mnie i delikatnie jak piórko położył mnie na łóżku.
    Jeszcze tydzień musiałam przeboleć spanie z blondaskiem, bo Marc i Amber zajmowali drugą sypialnie, a żadne z nas nie chciało spać na kanapie w salonie.
    -W czym ja mam spać nie mam piżamy, nawet ubrań, nic!- zmierzyłam wzrokiem chłopaka.
    -Jutro pójdziemy do twojego domu, zabierzesz wszystko i wrócimy tutaj.
    Nie pozwolę żeby ten matoł cię skrzywdził.- zaczął bawić się moimi włosami, kładąc obok.
    -Ty wiesz że ona nas nie wpuści, masz tego świadomość.
    A jak już to zrobi to mnie zamknie i nie wypuści do 80!- dobrze znałam ojca i to było nieuniknione.
    -Jesteśmy w dwóch, damy sobie radę- po tych słowach wtuliłam się w jego ciepłe ciało, a on zatopił w moich puszystych włosach.


    ~*~

    Nie zawsze lokujemy uczucia właściwie.
    Ulegamy iluzji.
    Ludzie pokazują się nam z lepszej strony,a nawet tej nieprawdziwej strony.
    Jakby zapominali,że nie da się nas pokochać za to,kim jesteśmy,skoro w tych konkretnych sytuacjach stajemy się kimś innym.
    Zdarza się,że mylimy miłość z chemią,pożądaniem i seksem.
    A nawet ze strachem przed samotnością.
    Dopiero później kiedy codzienność weryfikuje nasze związki,rozumiemy,że jest się zakochanym z powodu,ale kocha pomimo.
    Ona była podobna, musi spojrzeć prawdzie w oczy, zaufać intuicji jak i sercu.
    Jej oczy nie kłamią widać w nich prawdę, ale za mgłą.
    Trzeba ją odkryć, a potrafi to jedna, jedyna osoba.
    Nie wiadoma szansa, nie wiadome uczucie, da jej to czego potrzebuje?!
    Wiem jak żyje że robi często coś na przekór sobie, żyje na opak, na dwa tryby, po prostu na niby.








    ~*~
    Hey ;* No to teraz informacja.
    Ten rozdział rozpoczyna najlepszą część w tym blogu.
    Jeżeli tu będziecie przekonacie się o tym.
    Mam pomysł żeby zrobić nowy blog o Neymarze, ale nie wiem czy to wypali.
    Jeżeli byście czytali pisać w komentarzach, na jutro macie prolog wtedy :)
    Myślę że nie zawiodłam rozdział nie jest zły. 
    Może szału nie robi, ale skupić się nie mogłam.
    Od następnego będzie lepiej.
    Zapraszam jeszcze na bloga o pewnej dziewczynce i jej tacie Alexisie..
    Co tu dużo pisać ujął mnie od początku.
    http://nowa-znajomosc.blogspot.com/?m=1
    <3
    Buziaki.. :** Papa








    środa, 27 sierpnia 2014

    Rozdział 5 " Ona nigdy cię nie oszuka, nie zawiedzie!"


    Przeczytajcie informacje pod postem!
    ~*~


    ~*~
    Udawała silną kobietę, której nic i nikt nie może złamać. 
    Tak naprawdę miała Serce tak delikatne, jak z papieru, sztuczny uśmiech, a łzy, przy których inni myśleli, że są ze szczęścia naprawdę były z bólu. Nosiła długie rękawy, ręce miała całe w sznytach po cięciu. Wszyscy patrzyli na to, jak się zachowuje. Gdyby popatrzyli jej w oczy zobaczyliby smutek, jakiego nigdy dotąd nie widzieli. Strach, jakby gonił za nią bandyta z nożem i tą bezradność, która doszczętnie ją niszczyła.
    Nikt nie mógł jej pomóc? Bzdura, mógł to zrobić każdy, ale komu by się chciało, przecież to jej wina, jej chorej psychiki, nie ich!
    Myśleli że omijając jej problemy będą błyszczeć, a tak naprawdę nawet nie świecili.
    Niektórzy nie widzieli, ale NIEKTÓRZY, gdzie była reszta?!.
    Kto starał się ją zrozumieć, pokochać taką jaka jest?! Nikt..
    Każdy miał gdzieś jak wygląda, co dziś złego się stało, ważne było to że uśmiechała się przez łzy.
    Co ich obchodzi  że w 30 stopniach na plusie, nosiła długie bluzy i krótkie spodenki? Woleli mówić  jak badziewnie się ubrała, niż podejść i spytać co się stało że tak wygląda!
    W niespełna tygodniu zmienili się wszyscy, nawet najbliżsi.
    Paulina? Czy dobrze pamiętam.. wielka przyjaciółka która ją kochała, wyparła się że prowadziły razem zajęcia, gdy tylko przyszedł czas na turniej dla jednej z prowadzących (tej lepszej).
    Tancerki również nie były lepsze, poparły ją za pieniądze.
    Nawet grajek z ulicy który często gdy przechodziła śpiewał dla niej, przestał zwracać na nią uwagę.
    Nie zostawiła ją tylko jedna osoba, był przy niej gdy tego potrzebowała, rozśmieszał, nie pytał za dużo, szanował jej prywatność, wspierał gdy miała gorsze dni, chodził na spacery nawet w nocy, gdy naszła ją ochota.
    Marco, w tym momencie, jedyny, niepowtarzalny, przyjaciel.
    Przenośne ciepłe ramiona które zabierała gdzie tylko miała ochotę, uśmiech jak rozświetlające promienie słoneczne, urok osobisty jakiego nie miał nikt inny, człowiek z dystansem do siebie.
    Traktował ją jak swoją młodszą siostrę, którą trzeba chronić przed samą sobą, była całym jego światem, pomagał jej i nie oczekiwał nic w zamian.
    Czuła się potrzebna choć mu, choć jednej osobie na tym niesprawiedliwym świecie.
    Wszyscy nosimy w końcu obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów krajobraz. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy.
    Nie jesteśmy tymi najlepszymi, nie mamy tysiąca róż o poranku i nie śpimy w wodnych łóżkach.
    Jesteśmy zwykłymi istotami, którym życie daje wybór "Albo walczysz o swoje, albo patrzysz jak twoim przestaje być!".
    Mamy proste ścieżki zazwyczaj dwie, dobrą i złą, z reguły wybieramy tą drugą. Przecież ostatni stają się pierwszymi! Nie w tym życiu.
    Na ulicy nastolatki walczą o przeżycie oddając swoje ciała, oddając często też swoją tzw. 'Nietykalność'.
    Chłopcy? Kradną, żeby mieć na chleb?
    A gwiazdy, grzeją się w swoich apartamentach. Gdzie tu sprawiedliwość? Czemu oni muszą mieć takie życie?! Czym zawinili, a może czemu zeszli na zła drogę, kto ich tam pchnął, no kto?
    Brali przykład, słuchali się naiwni starszych, z reguły tych gorszych, bo oni poświęcali im uwagę.
    Niby dlaczego ona miała się nie ciąć, w takim razie?!
    Jest przecież tą rozpieszczoną córeczką tatusia. Pff.. te pozory.
    Ktoś przeżył to piekło co ona? Kto był u niej w domu? Patrzył na ten syf w którym mieszkała.
    Który przeżył choć dzień z tą jej rodzinką?!
    Więc ja się pytam do cholery, jak ktoś może ją opisywać.
    Tnie się bo ma ochotę, może lubi sprawiać sobie ból, żeby nie czuć bólu jaki sprawia jej ta nietykalna rodzinka.
    Biznesmen? Alkoholik, bezwzględna szumowina, wielki tatuś.
    Zastąpić miał tego prawdziwego, dbać o nią!
    Robienie sobie ran to był dla niej odpoczynek przyjemność, rodzaj tabletki na uspokojenie.
    Patrząc w lustro w takich momentach czuła że jest kimś. W taki sposób stawiała życiu ultimatum.
    'Dasz mi odrobinę szczęścia, czy odrobinę godności żeby ze sobą skończyć!'
    Zawsze dawało wersję "A", po co była mu kolejna w brukowcu co skończyła ze sobą bo miała za dużo!
    Każdy dzień zabijał ją od środka bała się komuś powiedzieć co przechodzi, aż w końcu przesadził. Musiała to przerwać.
    ~*~
    Wyszła z pod prysznica i przetarła ciało ręcznikiem. 
    Wyglądała jak mokra kura! Ale co się dziwić, woda.
    Rzecz bez której nie pożyłby nikt za długo. 
    Dojeżdżając do ran powoli je osuszała sycząc z bólu.
    -Nie chcę..!- mówiła w myślach, słysząc głos 'Teraz, nie będzie bólu, będzie ulga!'.
    Nie mogła słuchać, wiedziała że po coś tu jest, pod tym względem była najsilniejsza. Postanowiła że opowie wszystko Marco, nawet jakby miał się już do niej nie odezwać.
    Włączyła telefon i napisała sms-a.
    -Za godzinę w parku, tam gdzie ostatnio;*
    -Pewnie dla ciebie zawsze kumpelo :* 
    Hm.. bawiła się swoim telefonem chwile w rękach z uśmiechem na twarzy. 
    Wiedziała że Reus jak zwykle nie będzie jej dłużny i coś planuje.
    Od tygodnia wciąż gdy wychodzili robiła mu żarty, niewinne psikusy z których potem mieli ubaw, ale ostatnio zrobiła najlepszy z nich wszystkich.
    Słysząc że jest samotny, przykleiła mu do kurtki numer jego telefonu i ZADZWOŃ.
    Kto by się nie skusił na takiego piłkarza.
    Pewnie tylko ona, z prostej przyczyny, nie wiedziała że jest piłkarzem.
    Były wakacje, miał przerwę, taki skromny urlop, trwający prawie 2 miesiące.
    Najlepsze w tym wszystkim było to że nic nie podejrzewający chłopak, chodził w tym pół dnia.
    Wiedziała że kroi się rewanż, ale miała oczy dookoła głowy.
    Po ogarnięciu armagedonu jaki panował na jej głowie, zrobiła lekki makijaż i zakładając dłuższy sweter

     z szafy oraz długie spodnie, zeszła na dół.
    -Gdzie się wybierasz już..- zaczęła liczyć na palcach. - z rana ósmy raz?- spytała Camila. 
    Wiedziała że robi to celowo więc udała że nic nie słyszy i poszła ubrać buty.
    -Zadałam ci pytanie?- podeszła bliżej z ostrą miną.
    -A ja jak nie zauważyłaś, nie odpowiem ci na nie!- syknęła jej w twarz.
    -Ach tak.. Tato!- chciała ją uziemić.
    -Nie!- pisnęła chwytając za klamkę.
    -Ups.. zamknięte- kręciła kluczami w rękach, wyrachowana siostrzyczka.
    -Oddawaj- wyrywała jej kluczę, potwornie bała się ojca rano, a zwłaszcza w duecie z tą żmiją.
    Ledwo, ledwo jednak udało jej się wyrwać kluczę i uciec zanim ojczym pojawił się w holu.
    Biegła przed siebie żeby być jak najdalej od tamtego miejsca.
    Zapłakana nie wiedziała co robi, była jakby w amoku.
    Wszystko czego w tej chwili chciała ograniczało się do zniknięcia z tego miasta, państwa, kontynentu, żeby nigdy już ich nie spotkać.
    Miała dość życia w ciągłym strachu, obracała się co po chwile czy nikt za nią nie idzie.
    Po tej męczącej ucieczce znalazła się na ławce w parku, z rozmazanym makijażem, czerwonymi oczami i cała roztrzęsiona.

    -Cinderella..- powiedział ktoś, a ta gwałtownie wstała robiąc dwa kroki w tył.
    -Co się stało?- chwycił ją za ręce które trzęsły się niemiłosiernie.
    Bez ani słowa wyjaśnień wtuliła się w jego ramiona, to jedyna rzecz jakiej w tej chwili potrzebowała.
    -Nie zostawiaj mnie- wyszeptała szlochając.
    -Nie mam zamiaru- schował twarz w jej puszystych blond lokach, o zapachu jej ulubionego brzoskwiniowego szamponu.
    -Ale co się stało- spytał odrywając się na chwilę od niej i patrząc w podkrążone od płaczu oczy.
    -Ja..ja.. nie powiedziałam ci wszystkiego, bo te ramy to.. to.., te zadrapania na ciele to nie od tańca.. ja..- tajała się nie mogąc powiedzieć za dużo.
    -Cicho już dobrze- gładził jej włosy, przyciągając ją do swojej klatki piersiowej.
    Nie minęła godzina jak opanowała się i znów świetnie bawiła.
    Reus malował kredkami uśmiech na jej twarzy, powodował że czuła się ważna.
    Lecz ona wyjawiła mu swój sekret, a on o swojej pierwszej miłości nie powiedział. (czyt.piłka)
    Zrozumiałaby przecież wszystko, lubiła grać, to była jej druga pasja, a on milczał.
    W tym momencie pod jej nogami wylądował przedmiot moich rozmyśleń.
    -Przepraszam że to panią udezylo- podszedł do niej mały chłopczyk.
    -To nic takiego, proszę- oddała mu ją i usiadła obok przyjaciela.
    -Może jeszcze nie dzisiejszej nocy, nie za tydzień, nie za trzy miesiące, ale kiedyś na pewno.
    Z czasem wszystko się uspokoi. Rany pokryją się delikatną blizną, której nie zdołam rozdrapać.
    Niekiedy dotknę jej tylko i przypomnę sobie.
    W głowie stanie mi obraz ojca bijącego mnie, a ja dumna powiem że bił jak ciota!
    Jakby było inaczej nie żyłabym, sama wykończyłabym siebie.- mówiąc to oparła głowę o jego ramię.
    -Skąd to ci się wzięło?- spytał zszokowany, gdyż jak mu wszystko powiedziała, stwierdziła że to koniec rozmów o tym.
    -Natchnęło mnie, musiałam powiedzieć to co czuję, inaczej byłoby gorzej- spojrzała w jego kierunku, unosząc głowę do góry.
    -To dobrze że to powiedziałaś- pocałował ją w czubek głowy.
    ~*~

    -Miała pani dużo szczęścia to tylko złamana noga!- naśladowała w samochodzie lekarza.
    -Jaki debil tak może powiedzieć do tancerki, no co za jełop!- darła się nie patrząc na Marco.
    Przez niego złamała sobie nogę, zachciało się mu tańczenia przy krawężniku.
    -Tak tylko na poprawę humoru!- wydarła się na blondyna.
    -No co chciałem żebyś się uśmiechnęła- tłumaczył, było mu strasznie głupio.
    -Wiem, ale ten idiotyczny człowiek mnie rozwala. Przepraszam, wiem że chciałeś dać mi odrobinę radości, a wyszło jak wyszło.- dała mu całusa w policzek.
    -A to za co.
    -Za bycie najlepszym przyjacielem na świecie.- widziała że po tych słowach jego mina nieco zrzedła, ale nie przejmowała się tym. 
    Czuła tylko do niego braterską miłość, nie kochała go.
    Nawet nie sądziła że on może coś czuć, prawda potrzebowała miłości, ale tej prawdziwej, wyjątkowej, tego ukłucia od pierwszej chwili, tych motyli w brzuchu.
    Pod domem byli około 16.
    Otworzyła sobie drzwi, powoli wyciągając zdrową nogę.
    -Pomogę ci- wyciągnął do niej  rękę.
    -Sama dam sobie radę- odrzuciła pomoc chłopaka wściekła, chciała być samowystarczalna.
    Podniosła tyłek i opadła na chodnik.
    -Japierdole, czym wy mnie karacie!- wykrzyczała patrząc na niebo.
    Upartość ponoć odziedziczyła po tacie, zawsze mama jej tak powtarzała, lecz nic więcej o nim nie mówiła.
     Z nieba zaczęły spadać kropelki deszczu, obijając się z hukiem o betonową ścieżkę.
    -Marco masz natychmiast przyjść mi pomóc- patrzyła w szybę w której piłkarz miał z niej niezły ubaw, wszystko się w niej gotowało, jak mógł tak się zachowywać.
    -Jak mi noga wyzdrowieje będziesz tak zapieprzał farbowany blondasku że papcie po drodze zgubisz.-Zmierzyła go wzrokiem zabójcy.
    Pomagała sobie rękoma, padało coraz mocniej.
    -Jak cię dorwę to za dwa tygodnie z deszczem spadniesz!- była zbulwersowana miała dość.
    Poczuła jak ktoś podnosi ją i chwyta w pasie.
    -Nie ma za co- obrócił ją w swoją stronę z cwanym uśmieszkiem.
    -Marc Bartra- podał jej rękę.
    -Cinederella Montez, dziękuje- trzymał ją za dwie ręce na przeciwko siebie.
    -Yghm..- usłyszeli czyjeś chrząknięcie.
    -A no tak, a to moja dziewczyna Amber- z westchnieniem wskazał na kobietę za nim.
    Widziała w jego tęczówkach żal i ból, nie miała pojęcia czym spowodowany, dopiero go poznała.
    Oglądał każdą część jej twarzy, jakby patrząc gdziekolwiek indziej miał stracić nadzieje, że życie ma sens.
    -Heyka stary!- wyrwał ich z transu Marco podchodząc do nich.
    -Hey!- przywitali się na micha.
    O tym że Bartra jest piłkarzem wiedziała z przyczyny że kibicowała jego klubowi, a Borussi nigdy nie potrafiła.
    -Co cie do mnie sprowadza?- spytał zaciekawiony.
    -No wiesz, Amber mama jest chora i musimy zostać w Niemczech kilka dni- przewrócił oczami zerkając na nią, a Cind wybuchnęła śmiechem.
    -Pogrzało cię jak mogłeś mnie tu zostawić samą.- przerwała ich dyskusję i zaczęła okładać pięściami klatkę Reusa.
    -Ała..- zabolała ją noga, gdy stanęła w złej pozycji.
    -To nie moja wina trzeba było dać sobie pomóc.
    -Ah.. tak, to gdyby nie Marc leżałabym na tej mokrej trawie?
    -Nie wiem.- zdziwiła się jego słowami.
    ~*~
    W końcu się poddajesz.
    Nie walczysz, nie krzyczysz, nie płaczesz.
    Patrzysz obojętnym wzrokiem na to, co Cię otacza i nie potrafisz już zrozumieć, o co było to zamieszanie.
    Nie interesuje Cię już, czy ktoś odejdzie, albo czy może zranić. Zgadzasz się na wszystko. Umarłaś, sama przyznaj.
    Umarłaś? Może nie całkiem, umarła twoja część, zamknęłaś jeden rozdział. To w nim umarłaś!
    Teraz zaczynasz nowy chcąc wszystko poukładać, ale zjawia się on.
    Zakochujesz się w facecie którego nawet nie znasz.
    Kochasz go choć on ma narzeczoną, planuje mieć z nią dzieci.
    Kochasz chłopaka który poukładał sobie życie.
    Chcesz je zburzyć i zniszczyć?!
    Ma ktoś cierpieć podobnie jak ty?!
    Przecież..
    Każdy krok jest sukcesem. Każdy upadek porażką. Zaciskasz dłonie. Nie poddajesz się. Nie możesz. Chcesz wygrać walkę o szczęście. Następny krok...Bierzesz ze sobą setki doświadczeń. Nie chcesz popełnić tych samych błędów. A gdy już robisz ostatni krok, zauważasz, że chodzisz w kółko.
    I nie masz ochoty niszczyć komuś życia, tak jak ktoś zrujnował twoje.
    Chciałabyś powiedzieć mu prosto z mostu po godzinie od poznania się tak..
    'Zabierz mnie nad morze.
    Spacerujmy po plaży przy zachodzącym słońcu. całuj mnie wtedy bez opamiętania.
    Przytulaj, przecież wieczory są bardzo zimne. gładź moje włosy i całuj w czoło bym czuła się bezpieczna. Rozmawiajmy o przyszłości, przecież będzie piękna.
    Słuchajmy szumu fal stojąc wtuleni w siebie na pobliskim molo.
    Biegaj za mną, gdy uciekam i unoś do góry, gdy zdołasz mnie złapać.
    Kochaj mnie tak ogromnie mocno.
    Całuj do utraty tchu, bym czuła, że Ci zależy.
    Upewniaj mnie o uczuciach, którymi mnie darzysz i wracajmy do tego miejsca co rok.
    Miejmy swoje własne miejsce, gdzieś gdzie panuje spokój.
    Bądźmy ze sobą pomimo wszystkiego, przecież wiesz, że cholernie mi zależy'.
    Ale nie możesz, pomimo że widząc go czujesz  motylki w brzuchu, nie potrafisz.
    Chciałabyś nieba mu przychylić, widzisz w jego oczach to czego ludzie nie widzieli w twoich.
    Żal i ból rozwalający cie od środka.
    Wieczorem pijecie wino i oglądacie film.. ale nie udawajmy, nie jesteście sami!
    On leży na kanapie ze swoją ukochaną, a ty na podłodze siedzisz wtulona w najlepszego kumpla na świecie.
    Nie jesteście sobie obojętni i wiecie o tym, ale z Marco jest tak samo.
    Wiesz co zrobisz?!
    Może zaplanowałaś już sobie życie z którymś z nich.
    Próbuj.. staraj się.. walcz..
    To takie proste, a zarazem takie trudne.
    Słabość do takich ludzi odziedziczyłaś po mamie.
    Też się zakochała bez opamiętania, lecz w jednym, wolnym chłopaku.
    Fatalnie to się skończyło, ale przeżyła bajkę i z nią zmarła..
    Była przysypywana piachem z myślą że choć kilka miesięcy kochała prawdziwie.
    Mam rację i dobrze o tym wiesz.. twoja podświadomość.
    Ona nigdy cię nie oszuka, nie zawiedzie!








                     
    ~*~
    Przepraszam, przepraszam, przepraszam za ten rozdział! 
    Wiem jest fatalny do dupy i będzie pod nim 0 komentarzy, ale cholera pisałam z serca, przy chorym dziadku! 
    Musi się to mi opłacić!
    Ale cóż może nie trafie w wasze gusta.
    Zobaczymy.
    11 komentarzy i będzie nowy.
    Błagam obym was nie zraziła d. tego bloga.
    W sobotę/niedziele nowy i to może podobnej długości z innej perspektywy.
    Aktualnie podoba mi się końcówka i początek, środek ujdzie w tłoku.
    No i najważniejsze, w roku szkolnym rozdziały będą dłuższe ale w weekendy pisane.
    Buziaki:** I oficjalnie ogłaszam że jeden blog wyróżnienie w następnym poście który ujął mnie cały. Może znacie należy do Clues Forever.
    Papa<3